NA NOŻE

„Na noże” (Knives Out) – reż. Rian Johnson, USA 2019

Coś stylowego, lekkiego, niebanalnego? Tak w sam raz na „po świętach”? Jest propozycja. Zgodnie w dwugłosie: Dominika i Gosia.

Rekomenduje: Dominika Stachowiak​


Jestem fanką książek Agathy Christie oraz ich ekranizacji – niezaznajomionym polecam te z Davidem Suchetem w roli Poirota. Wiedząc, że film Riana Johnsona czerpie z klasycznego kryminału Christie, wybrałam się na seans z przyjemnością.

Jako że w przypadku kryminałów lepiej zbyt dużo nie zdradzać, moja rekomendacja nie będzie wylewna. Historia jest prosta. Wielki pisarz kryminałów, nestor majętnej rodziny Thrombey’ów, po swoich 85. urodzinach zostaje znaleziony martwy. Wszyscy twierdzą, że to samobójstwo. Ale czy na pewno? Do akcji wkracza sławny detektyw Benoit Blanc (Daniel Craig), który – co ciekawe – nie ma pojęcia, kto go wynajął.

Do obejrzenia zachęcić nas może obsada filmu. Same znaczące nazwiska – obok Craiga: Jamie Lee Curtis, Ana de Armas, Chris Evans, Michael Shannon, Toni Colette czy Christopher Plummer. Mnogość postaci często prowadzi do tego, że bywają ledwie naszkicowane. Tu jednak są wystarczająco charakterne, choć, oczywiście, wielu bohaterów pozostaje na drugim planie. Nie szkodzi to, by się ich historiom przyglądać z przymrużeniem oka. Tym bardziej, że swoimi postaciami bawią się również aktorzy. Wszyscy tu są świetni, wiarygodni i przezabawni. Na szczególną uwagę zasługuje mówiący z karykaturalnym akcentem Daniel Craig. Jego „przefilozofowane sentencje” to nic innego jak mruganie okiem do fanów Herculesa Poirota, Sherlocka Holmesa czy innych słynnych detektywów.

Film oczyszcza z rdzy klasyczny kryminał. Przeinacza znane nam motywy, dając coś, co nie nuży i jest powiewem świeżości. Wiadomo, śledztwo często polega na tym, by rozpoznać, kto kłamie. Prawdomówność deklaruje każdy i każdy brzydzi się kłamstwem. Ale komu uwierzyć? I jak tu nie ulec urokowi bohaterki – Marty Carbrery – której nie opuszcza niewinna uciążliwość. Gdy skłamie, ma mdłości – nie w przenośni, lecz dosłownie. Co pozwoli raz po raz na zrobienie milowego kroku w śledztwie i przyspieszy bieg fabuły.

Film niezaprzeczalnie ma swój klimat, który współtworzy wszechobecny elegancki humor. Klimat podkreśla również miejsce – rodzinna posiadłość Thrombey’ów. Wysmakowane wnętrza wielkiego mrocznego domu. A wszystko pięknie spina subtelna i urocza klamra kompozycyjna, która nie mąci uśmiechu, z którym wychodzimy z seansu.

Rekomenduje: Gosia Czaykowska

PĄCZEK W PĄCZKU W PĄCZKU

Rian Johnson po kontrowersyjnym „Ostatnim Jedi” zabiera nas w świat swojej wyobraźni prosto do fascynującego kryminału rodem z powieści Agathy Christie. Co więcej, nie tylko utrzymuje tę klasyczną konwencję, ale również sprytnie wykorzystuje ją do opowiedzenia nam trochę o ludzkiej naturze. Może to brzmieć banalnie, ale produkt końcowy aż kipi od emocji.

Budowa napięcia i zwrotów akcji jest tu najwyższej światowej klasy. Oprócz tego „Na noże” proponuje nowe, oryginalne rozwiązania i przerabia stare, wszystkim dobrze znane tropy na intrygujące sceny.

Do tego dochodzi urokliwy ekscentryzm prosto z dzieł Wesa Andersona. Kadry przepełnia bogata, przerysowana scenografia, która pasuje idealnie do groteskowej opowieści Johnsona. Wszystkie takie specyficzne, wręcz cudaczne elementy z łatwością wpasowują się w ten świat – kupujemy każdą manierę, którą reżyser zgrabnie wplata w swoją pajęczą sieć powiązań i podejrzeń.

A jednak Rian Johnson nie opisuje nam tej historii bez powodu: zostawia miejsce na kilka trafnych uwag, liczne smaczki dla uważnych i polityczne niesnaski. Nie brakuje również satysfakcjonującej puenty, zgrabnie spinającej klamrą wszystkie metafory, przekazy i mrugnięcia okiem.

Jedyne, co zgrzyta w tej starannej układance, to akcent detektywa Benoita Blanca (Daniel Craig), który nieco rozprasza. Nie jest to jednak mankament nie do wybaczenia, a pewnie inny widz uzna go za kolejną urokliwą drobnostkę, będącą raczej wisienką na torcie, aniżeli solą w oku. Trzeba również zauważyć, że nie każda postać gra pierwsze skrzypce. Po wyrazistym nakreśleniu poszczególnych charakterów Johnson zostawia nas z zaledwie kilkoma wybranymi. Nie czułam jednak niedosytu – na końcu i tak każdy dostał dokładnie to, na co zasługiwał, nie pojawiły się rażące niedomówienia, a przecież precyzyjnie wykalkulowany kryminał niekoniecznie musi się rozwodzić nad każdym swoim bohaterem niczym kilkutomowa saga.

Za serce fanów Herculesa Poirot na pewno chwyci metafilmowe (albo raczej metakryminałowe) podejście do fabuły. Ofiarą (prawdopodobnego) morderstwa jest autor kryminałów o wyszukanych tytułach, a przenośniami i nawiązaniami do nich posługują się inni bohaterowie. W „Na noże” cała opowieść kryminalna jest wpisana w opowieść kryminalną. Taki zabieg dopełnia całość – tworzy efekt przepysznego pączka w pączku. Palce lizać.

Dodaj komentarz