TAJEMNICA HENRIEGO PICKA

„Tajemnica Henriego Picka” ( Le mystère Henri Pick ) – reż. Remi Bezançon, Francja 2019

Rekomenduje: Renata Borowiak​

Glossa do filmu „Na noże”. Zaskakująca zbieżność: niemal w tym samym czasie do kin wchodzą dwie podobne opowieści (amerykańska i francuska). Obie widziałam, francuska jest mi bliższa. Kryminalne komedie inspirowane literaturą – „Na noże” sięga wyraźniej do Agathy Christie, „Tajemnica Henriego Picka” – do Arthura Conana Doyle`a. Nie tylko o literacki rodowód chodzi, bo w obu filmach książki są pisane i czytane, w ich cieniu lub z ich powodu toczy się śledztwo. O nich się mówi, co więcej – zwłaszcza po filmie francuskim – po wyjściu z kina ma się ochotę coś przeczytać.

„Tajemnica Henriego Picka” jest nie do przeoczenia przez tych, którzy – jak ja – są fanami Fabrice Luchiniego. Gra tutaj postać Jean Michela Rouche`a, charyzmatycznego krytyka ferującego w telewizyjnym programie wyroki o wartości literackich nowości. Wyrocznia, na której werdykt wyczekują zwłaszcza debiutanci. A takich jest niemało, bo „co trzeci Francuz coś pisze”. Rouche literaturę kocha i opowiada o niej z pasją, aczkolwiek z manierą erudycyjnego bełkotu.

Spokojne życie skończy się, gdy trafi na arcydzieło wyszperane w bibliotece odrzuconych, nigdy niewydanych tekstów. Nie on je znalazł, ale to on zamierza udowodnić światu, że nie mógł tego napisać tajemniczy Henry Pick, sprzedawca pizzy z Bretanii. Rouche – samozwańczy detektyw, taki co wejdzie oknem, gdy przez drzwi go wyrzucą, arogancki (ale to Luchini!, więc i tak da się go lubić). Intryga kryminalna klasycznie domknięta. Wdzięk, lekkość i autoironiczność bohaterów (podobnie jak w „Na noże” chyba wszyscy są tu potraktowani z przymrużeniem oka). Jak w staroświeckim kryminale, w którym ani zbrodnia nie przeraża, ani oszustwo nie przekracza granic, które widz bez szargania nerwów może wytrzymać. Obejrzeć warto, bo ta aura unosi się wokół widza jak mgiełka.

Ale warto również dla literackiego entourage`u. Telewizyjne studio, w którym literackie tematy mają wagę spraw priorytetowych. Mieszkania pełne książek (ułożonych wg klucza „dobrego sąsiedztwa”), biblioteki, dyskusyjne kluby książek (tu: zdziwaczałe i lekko niebezpieczne fanki kryminałów). Powieść wywołującą ferment czytają wszyscy (kobiety i mężczyźni, wydawcy i kucharze). Z powodu książki można się tu rozwieść lub rozpocząć nowy związek.

Henry Pick (lub ktoś, kto się pod tę postać podszył) napisał książkę o godzeniu się z utratą: „Ostatnie godziny historii miłosnej”. Patronuje jej Puszkin – jego twórczość i ekscytujący, wieńczący życie pojedynek. Dedykacja brzmi: „dla M.” i to mógłby być jakiś trop: kto się w tej opowieści rozpozna? Rzecz w tym, że w dobrze opowiedzianych historiach rozpoznają się wszyscy. 🙂
Nic tylko życzyć sobie, by rok, który nadciąga, przyniósł opowieści – literackie i filmowe – w sam raz.

Camille Cottin (Joséphine Pick) i Fabrice Luchini (Jean Michel Rouche)
Alice Isaaz (Daphné Despero)
Bastien Bouillon (Fred Koskas)
Camille Cottin (Joséphine Pick) i Fabrice Luchini (Jean Michel Rouche)

Dodaj komentarz