BIAŁY, BIAŁY DZIEŃ

„Biały, biały dzień” (Hvítur, Hvítur Dagur) – reż. Hlynur Pálmason, Islandia 2019

Niektórzy zdążyli zobaczyć. Inni niech wpiszą w postpandemiczne kalendarium. Koniecznie!

Dystrybutorem filmu jest Stowarzyszenie Nowe Horyzonty. Na łamach „Kwartalnika Przekrój” można przeczytać ciekawą rozmowę z reżyserem Hlynurem Palmasonem (rozmawia Mateusz Demski). Polecamy – bit.ly/333dsct

Rekomenduje: Ania Falbierska

ŻAŁOBA W OPARACH MGŁY

Islandia jest miejscem relatywnie mało przystępnym. Zimnym, wietrznym, skąpanym w gęstej mgle. Drogi są kręte i śliskie, raz po raz zatarasowane kamieniami. Islandczycy, w pewnym stopniu zdeterminowani klimatem, są krzepcy i zahartowani – również emocjonalnie. Należący do małomiasteczkowej społeczności mężczyzna nie roni ani jednej łzy nad swą tragicznie zmarłą żoną, a ich wnuczka bez mrugnięcia okiem uderza żywą jeszcze rybą o stół.

Jednak w tej niedostępności i zmienności przyrody tkwi piękno; islandzkie krajobrazy zapierają dech w piersiach, a tamtejsze produkcje wyróżniają się niesamowitymi zdjęciami – i ten film nie jest wyjątkiem. Mało tego, momentami zdawać by się mogło, że sekwencje złożone z krótkich ujęć samego tylko pejzażu to wernisażowa kompilacja fotografa, który ustawił kamerę w jednym miejscu i o różnych porach zatrzymywał w obiektywie pozornie ten sam, choć faktycznie za każdym razem inny widok. Ponadto za pomocą podobnego szeregu kadrów ze staczającymi się ze wzgórz kamieniami czy porzuconymi podczas wypadku przedmiotami, reżyser dopełnia szczegóły historii, buduje klimat, a zabieganemu, miastowemu widzowi pozwala zwolnić i odetchnąć, pozostawiając chwilę na refleksję i pole do interpretacji.

Podobnie ambiwalentny charakter mają sami Islandczycy – pod wierzchnią gruboskórnością i powściągliwością skrywają sporo uczuć. „W biały dzień, gdy nieba nie można odróżnić od ziemi…” żona Ingimundura miała wypadek samochodowy, a on został wdowcem. Naturalnie, próbuje kontynuować poprzednie życie – grywa mecze piłki nożnej, chodzi (choć bez przekonania) na terapię. Zwyczajowo zadają na niej prozaiczne z pozoru pytania – kim jesteś? Gorliwym policjantem, pomocnym ojcem, troskliwym dziadkiem. – Co robisz w życiu? – Wykańczam dom dla córki. – Czy płakałeś nad tą tragedią? Zawieszenie, konsternacja – płakać? – Nie. I ta nieprzepłakana strata ukochanej osoby, pomieszana z zazdrością i chęcią zemsty zaczyna powodować swego rodzaju żałobne szaleństwo.

A puszką Pandory okazuje się pudełko z rzeczami zmarłej żony, w którym mężczyzna znajduje zdjęcie, potwierdzające jego domysły o zdradzie. W następstwie wszystkie zasłyszane historie czy nawet telewizyjne programy zdają się odpowiadać jego sytuacji, a dla ich wyeksponowania reżyser tym razem korzysta ze scen nakręconych na jednym, długim ujęciu. Bohatera ogarnia coraz większy obłęd, a wraz z tym wydłuża się sekwencja zdjęć osób zranionych przez mężczyznę.

Katharsis znaleźć niełatwo. Może nawet nie powinno się go szukać – a jedynie pozwolić, aby bezwiednie przyszło.

Obiektywnie – nie jest to film dla wszystkich. Niektórych może znużyć ekspozycyjna pierwsza połowa czy długie sceny, które wydają się nic nie wnosić. Mimo wszystko film obejrzeć warto, chociażby dla estetyki, bogatego podłoża psychologicznego, złożoności podjętego tematu.

Ingvar Sigurðsson (Ingimundur)
Ingvar Sigurðsson (Ingimundur)
Ída Mekkín Hlynsdóttir (Salka) i Ingvar Sigurðsson (Ingimundur)

Dodaj komentarz