JEZIORO DZIKICH GĘSI

„Jezioro dzikich gęsi” (The Wild Goose Lake) – reż. Yi’nan Diao, Chiny 2019

Chińskie kino noir. Gra cieni, cisza (mimo warkotu motocykli i kilku wystrzałów) i spotkanie.
Można (warto) obejrzeć na platformie Mojeekino.pl (link do filmu: TU)

Rekomenduje: Aleksandra Łucja Szymańska

JEZIORO DZIKICH GĘSI

Z pokorą przyznam, że nigdy nie byłam fanką filmów gangsterskich. Sprawiają wrażenie schematycznych, przewidywalnych oraz pozbawionych głębi. Nigdy nie zdołały porwać mnie w objęcia „filmowego szału”. Jednak delikatne, a zarazem brutalne dzieło Yi’nan Diao’a wywołało we mnie odwrotną reakcję. Połączenie oryginalności reżysera z pięknymi ujęciami mrocznej scenerii Chin bez najmniejszego problemu wciągnęło mnie w świat pełen kłamstw i zdrad. Film wyróżnia się spośród innych tego gatunku dzięki wartościom, na które stawia. „Jezioro dzikich gęsi” również opowiada o miłości, zaufaniu i wolności, ale inaczej je oświetla. Wolność to przede wszystkim potrzeba indywidualizmu i wyrwania się z mroku świata, do którego przynależą główni bohaterowie. Można powiedzieć, że jest ona chęcią wyróżniania się, ale także chęcią bycia częścią czegoś większego. Marzeniem porzucenia wszystkiego i odejścia w stronę lepszego jutra, z równoległym poczuciem przynależności i oddaniem wybranej „rodzinie”. Ten ambiwalentny konflikt obserwujemy w głównej bohaterce filmu – cichej, ale równocześnie głośnej całą sobą Aiai Liu (Lun-Mei Kwei). Wydaje mi się, że to właśnie kreacja jej postaci jest kluczem do sukcesu najnowszego dzieła Yi’nana’a Diao.

Film otwiera scena poznania dwojga głównych bohaterów. Zamknięta w sobie Aiai i bezradny Zenong Zhou (Ge Hu). Obserwujemy początek relacji zbudowanej bez zaufania, jednak z nadzieją. Mężczyzna liczy na to, że dzięki nieznajomej zdoła pomóc żonie, a kobieta – że znajomość będzie odskocznią od jej szarej rzeczywistości. Z początku nie dostrzegamy między nimi podobieństw. Są obcymi dla siebie ludźmi, z inną przeszłością, z innymi celami, z innym życiem. Sam film przy starcie zdaje się być pozbawiony jakiegokolwiek piękna. Główny bohater sprawia wrażenie źle zagranego, wyzbytego jakichkolwiek emocji czy ludzkich zachowań. Jednak wraz z rozwojem fabuły, z każdą odsłoniętą tajemnicą (ujawnioną w retrospektywnych opowieściach) widz rozczytuje charakter mężczyzny.

Początkowa bezbarwność zamienia się w nakładające się wraz z doświadczeniem odcienie czerni. W tym aspekcie, Aiai Liu zdaje się być dopełnieniem towarzysza. Jest ona bowiem bielą w szarym mieście. Schludnie ubrana, zapatrzona w wizje swojego własnego umysłu, odstaje od społecznego tła pokazanego w filmie. Pomimo jej niechlubnego zawodu („ślicznotka”) jest promykiem w ciemnościach miasta. Tak samo zdaje się postrzegać ją główny bohater – jest jego ostatnią nadzieją w najmroczniejszych chwilach.

Istotnym elementem dzieła, również nawiązującym do „ciemności społeczeństwa”, są licznie występujące neony. Są one zwiastunem sprawiedliwości i porządku – a przynajmniej próby ich wprowadzenia. W najmniej spodziewanych momentach rozświetlają mroki szarego miasta i przynoszą nadzieję. Warto zwrócić uwagę na fakt, że film rozgrywa się głównie w ciemnościach. Jednak ostatnia scena, w której główna bohaterka ostatecznie zdołała odnaleźć ukojenie dla swej strapionej duszy, ma miejsce w świetlne nowego dnia. Jasności przynoszącej nową nadzieję. Godnym podkreślenia są także fenomenalne kadry licznych pościgów, w których główną rolę odgrywa cień bohaterów. Oczywiście, tu również można odnieść się do symboliki scen, w której postacie uciekają w stronę światła, lecz ich cień, ich ciemność podąża krok w krok za nimi. Można nawet uznać, że uciekinierzy nie uciekają przed innymi ludźmi, tylko przed sobą samym – przed nieodłączną czernią człowieka.

Ograniczonej palecie barw towarzyszy minimalna obecność muzyki (dźwięki to przede wszystkim odgłosy motocykli i deszczu). Ta audiowizualna spójność prezentuje widzowi rzeczywistość. Yi’nan Diao w perfekcyjny sposób ukazał mroczną codzienność sfer wykluczonych, a ubrał ją w niebanalną fabułę oraz w fascynującą relację głównych bohaterów.

Być może kogoś ogarnie znużenie kolejną sceną pościgu zrealizowaną w bardzo niehollywoodzkiej konwencji. Być może pierwsze wrażenie wywoła zarzut kiczu – ale warto śledzić tę opowieść do końca.

Dodaj komentarz