ŚCIANA CIENI

„Ściana cieni” – reż. Eliza Kubarska, Polska 2020 (dokument)

Rekomenduje: Michał Korczyński

ŚCIANA CIENI

Kino górskie niejedno ma imię… No cóż, niestety często nie jest to prawdą. Ostatnimi czasy podobieństwo formy i treści filmów poświęconych wspinaczce jest uderzające. „Ściana cieni” jest wyraźnie inna. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut oglądamy właściwie portret rodziny Szerpów, dla którego wspinaczka to tylko pewien kontekst. Kontekst znajomy i czytelny – problemy finansowe, małżeńskie nieporozumienia, troska o przyszłość dzieci. Ten ostatni wątek staje się zresztą dla filmu kluczowy – nastoletni Dawa nie chce iść w ślady ojca i zamiast pomagania wspinaczom woli zostać lekarzem. Nie jest to jednak takie proste.

W tej części filmu widać wyraźnie, że ambicje reżyserki, Elizy Kubarskiej, wykraczają poza kino górskie. Dostajemy świetną porcję wyciszonego i minimalistycznego slow cinema. Wciągającego zarówno wizualnie, jak i dźwiękowo (co udowadnia, jak ważną rolę w dokumencie może odgrywać tzw. field recording). Kontemplacyjny nastrój zostaje jednak rozbity, czego symbolem jest przeraźliwie warczący helikopter z trójką wspinaczy, którzy mają CEL – wejście na Khumbakarnę, siedmiotysięcznik, który dla Szerpów jest święty, a więc niedostępny. Pojawiają się zatem wątpliwości – na jednej szali przybysze gotowi dobrze zapłacić (na tyle dobrze, by medyczne studia syna nie były mrzonką), na drugiej – potencjalny gniew boskiego Khumbakarny strzegącego świętej góry…

Nie zdradzę tutaj zbyt wiele, pisząc, że rodzina Szerpów ostatecznie zdecyduje się asystować wyprawie. Ale w tej „wyprawowej” części filmu schodzą oni na dalszy plan. Najważniejszy staje się CEL wspinaczkowy, dla którego dylematy i obawy lokalnych mieszkańców to niezrozumiałe utrudnienie. Oglądając „Ścianę cieni” stopniowo traciłem zainteresowanie, czy uda się zdobyć szczyt, a parcie ku niemu momentami budziło mój opór. Zresztą chyba nie tylko mój, bo w pewnym momencie i wśród samych wspinaczy następuje rozłam.

„Wyprawowy” wątek „Ściany cieni” mógłby łatwo pogrążyć cały film, bo chyba silniejszym doświadczeniem byłoby obejrzenie wyłącznie historii familii Szerpów. Ostatecznie jednak przyznaję rację reżyserce. Profesjonalna wspinaczka i życie Szerpów to współcześnie rzeczy nierozerwalne, ich filmowa separacja kreowałaby świat nieistniejący – na pewno bardziej kuszący, ale po prostu nieprawdziwy. Tym większe moje uznanie dla Elizy Kubarskiej, że tej pokusie nie uległa.

PS. Krzysztof Kieślowski, odpowiadając na pytanie o to, dlaczego przestał kręcić filmy dokumentalne, odpowiadał, że nie ma kontroli nad tym, jak filmy zmieniają życie ich bohaterów. Wiedział bowiem, że faktycznie mogą je zmieniać – na gorsze, ale czasem i na lepsze. Dawa z pełną determinacją dąży do tego, by zostać lekarzem. Wcześniej było to bardzo mało realne, dzięki „Ścianie cieni” – bardziej prawdopodobne. Można mu pomóc: https://zrzutka.pl/e5jrp8.

Dodaj komentarz