
Po pierwsze: czerwona strefa. Dbamy o siebie i o innych. W kinach ograniczenia, ale zasady są jasno określone – przestrzegamy. Dziś dziewczyny – Ania i Dominika – o filmie widzianym w ubiegłym tygodniu. Kobiecy temat i punkt widzenia (czyli – do przeczytania dla wszystkich). 😉
ZROBIĆ COŚ NIESPODZIEWANEGO
Rekomenduje: Ania Falbierska
W publicznych toaletach ważą się losy ludzkości. Wiekopomne idee i „eureki” nachodzą wielkich panów w najbardziej bezbronnych momentach. Jednak w publicznych toaletach ważą się też losy jednostek. Osobiste dramaty, intymne zbliżenia, wreszcie – kobiece wyzwolenia i akty emancypacji. A pozornie przecież nie dzieje się nic, zwyczajna ludzka cyrkulacja.
Zanim jednak do kulminacji – jakakolwiek by ona nie była – dojdzie, rodzina Conradów wiedzie swoje nieskazitelne życie popijając Cabernet Sauvignon do kolacji, na którą podano soczystą jagnięcinę. Nie mniej już w otwierającej sekwencji reżyser częstuje widza specyficznym kontrastem, który zapowiada konwencję swoistego body horroru, którą film ma przybrać – ujęcia przeszklonego domu z bogatym wnętrzem poprzetykane są kadrami z wizerunkiem martwej owcy. Coraz bardziej miękkie przejścia montażowe zastosowane na przestrzeni całej sekwencji, tworzą między tymi dwoma światami sieć połączeń i bynajmniej nie chodzi tylko o aluzję do wspomnianej potrawy na talerzu. Znamienne przede wszystkim są szeroko otwarte oczy zwierzyny, które przywodzą na myśl czerwoną kulkę, którą w palcach obraca główna bohaterka. Ale i sama protagonistka w swojej sytuacji życiowej jest już niemal jak owa – uległa i zawsze łagodna.
Hunter Conrad (Halley Bennett) może więc uchodzić za żonę idealną: pieczołowicie dba o dom, gotuje obiady, wraz z mężem spodziewają się dziecka. Jednak na każdym niemal kroku dawane są jej sygnały o jej niewystarczalności – nieodpowiednie wyprasowanie krawatu, wątpliwie prezentujące się uczesanie. Kobieta, wychodząc za mąż, awansowała do wyższej klasy społecznej, jednak jej nowa rodzina nadal traktuje ją jak piękny, choć niemądry okaz, który warto przymknąć w przysłowiowej klatce. Punktem zwrotnym staje się przeczytanie zdania w książce o macierzyństwie podarowanej przez teściową – „codziennie robić coś nowego, niespodziewanego”.
Odpowiedzią bohaterki na takie wezwanie jest połykanie przedmiotów niepołykalnych – tak, zaczyna się od wspomnianej czerwonej kulki, która daje upust nietypowej przyjemności, stając się symbolem drzemiącej głęboko dumy i zrywu o odzyskanie kontroli. Z upływem czasu wyjątkowa kolekcja rzeczy, które bez szwanku przeszły przez układ pokarmowy, zwiększa się i poraża coraz bardziej. Nie jest to jednak kwestia, która ujdzie niezauważona przez pozostałych członków rodziny. Korzystając z niemałych środków, nagle przejęta familia opłaca wizyty Hunter u specjalisty. To podczas tych spotkań na jaw wychodzą duchy przeszłości nawiedzające kobietę, które również w dużej mierze przyczyniły się do rozwoju jej problemu, dodając do niego, jak i samego portretu bohaterki, masę dodatkowej złożoności.
Haley Bennett świetnie portretuje publicznie nieśmiałą i skonfundowaną kobietę, prywatnie amatorkę gier mobilnych, o anemicznym niemal głosie i, w zależności od okoliczności, spojrzeniu nad wyraz pustym lub przeciwnie – przepełnionym fascynacją. Dopracowane zdjęcia zachowane w kluczu chłodnych barw cieszą oko, stając w kontrze do niepokojących wydarzeń, którym do estetyki per se daleko. Ostatecznie jest to wyjątkowo udany debiut reżysersko-pisarski Carla Mirabella-Daviesa, który, mając styczność z podobnym schorzeniem, chciał przyczynić się do zwiększenia świadomości w społeczeństwie, wplątując w to historię o bólu zrodzonym z długotrwałej bierności, który skutkuje w nagłym zewie wolności, oswobodzeniu z więzów teraźniejszych zasad i przeszłych doświadczeń.
WOLNOŚĆ I PINEZKI
Rekomenduje: Dominika Stachowiak
Do czego jesteśmy się w stanie posunąć, by poczuć kontrolę nad swym życiem?
Hunter jest żoną młodego, bajecznie bogatego biznesmena. Dziewczyna nie musi pracować. Do jej obowiązków należą tak zajmujące czynności jak wybór zasłon czy gotowanie obiadków dla męża. Całymi dniami może snuć się po wielkim oszklonym domu, grać w gierki na telefonie i rozkoszować się słodkim nieróbstwem. Sielankę dopełnia fakt, że to małżeństwo jak z obrazka spodziewa się dziecka. Zachwyceni tą nowiną są teściowie Hunter, którzy z charakterystyczną dla wyższych sfer gracją, ale jednak z buciorami wkraczają w jej życie.
W tych pięknych, wysmakowanych kadrach rozgrywa się cichy, wręcz przerażający dramat głównej bohaterki. Budzi się w niej głód, bynajmniej nie na kiszone ogórki czy czekoladę zanurzoną w panierce posypanej kruszonką. Zaczyna połykać przedmioty. Od szklanych kulek po tak niebezpieczne smakołyki jak pinezki, agrafki czy o zgrozo baterie.
Podczas gdy mąż i teściowie głowią się nad tym, co zrobić, by Hunter skończyła z tą dietą i skupiła się na…byciu perfekcyjną żoną, żywcem wyjętą z lat pięćdziesiątych (co ładnie sugerują nam stroje bohaterki). Widzowie zadają sobie ważniejsze pytanie: Co posuwa ją do takich czynności? Czyżby odkrycie, że uszczęśliwianie męża i teściów wcale nie uszczęśliwia jej? Być może jest coś jeszcze innego, zakopanego w podświadomości dziewczyny.
Nie pierwszy raz spotykamy się z motywem, że dobra materialne nie idą w parze ze szczęściem. Film omija jednak kliszę wskazującą rozwiązanie w miłości innego – biedniejszego, lecz szczerego mężczyzny. Wybawienie Hunter zależy od niej samej. To opowieść o emancypacji. Połykanie przedmiotów jest dla Hunter namiastką wolności. Za każdym razem gdy odczuwa coraz większą opresję ucieka się do spożywania szkła czy metalu. Co więcej daje jej to taki ogrom satysfakcji, że wydalone przedmioty traktuje wręcz jak trofea. Bo jak tu nie cieszyć się z jedynej rzeczy, nad którą ma się kontrolę? Z zadawania sobie bólu.
Nietrudno w tej historii dostrzec aluzję do dzisiejszej sytuacji wielu kobiet. Piękny dom Hunter śmiało może być interpretowany jako obłudna rzeczywistość z pozoru dająca nam wszystko. W istocie niesie ze sobą wiele ograniczeń. Mąż i teściowie zaś to nikt inny jak społeczeństwo oczekujące od nas wpasowania się w – jakże dla nich wygodne – ramy bycia kobietą.
Film Carla Mirabella-Davisa jest najzwyczajniej w świecie głosem o wychodzeniu z opresji. To niekonwencjonalna opowieść o wolności. Ze mną zostanie ona na dłużej.





