DELFÍN

„Delfín” – reż. Gaspar Scheuer, Argentyna 2029

Trwa – już tylko do niedzieli (6.12.) – International Young Audience Film Festival Ale Kino! (38.) Renomowana impreza. Głos zabiera Julek (lat 12). Wybrał film, o którym warto mówić (i warto obejrzeć!). Niech kino dla młodych zmierzy się ze swoim – wymagającym – odbiorcą. Argentyński film otrzymał sygnaturę „dorosłego podejścia do młodego widza”, poniżej wyjaśnienie, dlaczego. Poza tym – to kino dla wszystkich, którzy szukają.

Rekomenduje: Juliusz Korczyński

DLA WIDZA POSZUKUJĄCEGO

Niedawno w ramach 38. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza ALE KINO! obejrzałem film Gaspara Scheuera „Delfín”. Była to dla mnie – jako bywalca tego przeglądu filmowego – pewna zmiana, ponieważ widzom w wieku ok. 4-10 lat zazwyczaj proponuje się skandynawskie lub niderlandzkie kino familijne, które mimo słuszności przekazu reprezentowało niezwykle powtarzalne schematy.

W recenzowanym obrazie – jak w prawie każdej festiwalowej propozycji – jest silnie obecny wątek społeczny i szeroko pojęte „przesłanie”, ale ja chciałbym zwrócić uwagę głównie na stronę artystyczną. Na początek jednak fabuła: głównym bohaterem filmu jest Delfín (Valentino Catania), chłopak znajdujący się w trudnej sytuacji socjalnej razem ze swym ojcem mającym kłopoty z miejscowymi gangami, mieszkaniec północnoargentyńskiej wsi. Od pierwszych minut filmu obserwujemy schematyczny dzień bohatera: pobudka na poniszczonej działce, dostarczanie pieczywa do domów jako zapłata za śniadanie od piekarza, kłopoty w szkole, powrót do domu i… tutaj właśnie pojawia się niewykle ważny motyw: muzyczna pasja Delfína, a dokładniej gra na waltorni. Fascynacja i uwalnianie się bohatera od trosk poprzez muzykę przenika przez ujęcia i kiedy pojawia się wątek wzięcia udziału w przesłuchaniu do orkiestry dziecięcej w pobliskim Junín (znanym polskim czytelnikom z opowiadań Borgesa), to wszystko zaczyna nabierać głębi, ale zachowanie ojca głównego bohatera komplikuje realizację marzenia o występach.

„Delfín” to film, który wymaga od widza wzięcia udziału w wyrafinowanej grze niedopowiedzeń. Clou tego obrazu to właśnie złożone procesy emocjonalne zachodzące w umysłach postaci, celowe zamykanie w tej niewidocznej formie fundamentalnych kwestii fabuły. Długie nieme sceny zyskiwały w ten sposób kontekst. To mistrzowskie rozwiązanie dopełnia ową konstrukcję fabularną „Delfína”, umiejscawiającą widza w pozorach kontroli nad przebiegiem akcji, a ostatecznie pozbawioną jednoznacznej kulminacji. To prawdziwy przykład „dorosłego” podejścia do młodego widza w kinematografii w przeciwieństwie do wielu innych festiwalowych filmów, gdzie to traktowanie ustępuje moralizatorskim zapędom twórców. Moim zdaniem dobrym krokiem jest prezentowanie młodej widowni filmów na wyższym poziomie artystycznym, w tym przypadku nawet w powiązaniu ze stylem slow cinema. Niezwykle ważną rolę w opisywanym filmie pełni też muzyka, która wyznacza w pewien sposób kierunek myśli bohatera. Powtarzalny, wręcz transowy motyw grany na imitacji waltorni zrobionej z węża ogrodowego w rozpadającym się domku o zmierzchu, to jedna z najlepszych „muzycznych” scen filmowych ostatnich lat. Mimo wszystko niektóre wątki są dla trzonu fabuły zupełnie niepotrzebne, chociażby motyw zauroczenia młodą nauczycielką albo powracający temat delfinów w kontekście imienia chłopca. Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o rzadko pojawiającym się w kinie młodzieżowym wątku finalnego wyzwolenia się bohatera spod brzemienia szyderstw, pogardy i przeciwności, jakie napotyka na swej drodze i – co godne pochwały – zakończenia bez jednoznacznej puenty.

Wreszcie, rekomenduję „Delfína” widzom znudzonym schematycznością zarówno klasycznego, jak i „nowego” kina familijnego i wszystkim młodym ludziom spragnionym dojrzałych, wysmakowanych pozycji filmowych w ich grupie wiekowej.

Valentino Catania (Delfin)

Dodaj komentarz