
Co kto dziś ogląda? Zniknęła busola kinowego repertuaru. Każdy hula, gdzie popadnie. A my tu z tytułem, który trudno – chwilowo – wychwycić, ale każdy o nim słyszał, w kinach już był (październik 2020!), na pewno jeszcze wróci. Tymczasem – dwugłos o filmie Agnieszki Holland „Szarlatan”. Klaudia Kozłowska stawia pytanie o charakter postaci, Dominik Wierski ogląda film w kontekście innych tytułów reżyserki (i naprawdę wystrzega się spoilerów jak ognia!). Rekomendujemy oba teksty – i tym, którzy chcą wrócić myślami do seansu, i tym, którzy obejrzą „Szarlatana” w przyszłości.
Rekomenduje: Klaudia Kozłowska
SPOŁECZNIK CZY MISTYFIKATOR
Najnowszy film Agnieszki Holland, którego premiera odbyła się na tegorocznym festiwalu Berlinale, został czeskim kandydatem do Oscara w kategorii najlepszy pełnometrażowy film międzynarodowy.
Przez gabinet tytułowego szarlatana, Jana Mikoláška, przewinęły się tłumy, w tym prezydent Czechosłowacji Antonín Zápotocký, aktorka Olga Scheinpflugová czy szef kancelarii Adolfa Hitlera, Martin Bormann. Do postawienia diagnozy wystarczył flakonik z moczem chorego; tej niekonwencjonalnej metody wykrywania schorzeń nauczył się od miejscowej uzdrowicielki Mühlbacher. Bohater odkrył swoje powołanie – przekonując się zarazem o leczniczej sile roślin – gdy przygotował dla swojej siostry, w której nogę wdarła się gangrena, mieszankę ziół ratującą od amputowania nogi.
Swoją pracę opierał na wyżej wspomnianej obserwacji próbki moczu i na leczeniu schorzeń herbatami, których skład sam komponował. Nie podobało się to ówczesnej władzy, która od samego początku miała do jego pracy zastrzeżenia. Ostatecznie spotka go z ich strony zarzut dodawania do herbaty trucizny – ze śmiertelnym skutkiem (co brzmi jeszcze poważniej, jeśli uwzględni się, kim były ofiary).
W życiu Mikoláška sporo zamieszania wywoła asystent Frantisek Palko, który asystować będzie również w prywatnym życiu Jana. Od pierwszej chwili coś między nimi iskrzy, lecz ich relacja istnieć może tylko w ukryciu (czechosłowackie prawo nie akceptuje nieheteronormatywnych związków).
Przez cały film poznajemy różne twarze Jana. Jest oddany pracy, ma prawdziwy dar, dzięki któremu uzdrawia ludzi. Wie, co robić, by jego wizerunek był szlachetny: potrzebującym finansuje zdrowotny wyjazd nad morze i nie zapomina o częstych modłach – aż do obolałych od klęczenia kolan.
Jest w tym niemało hipokryzji, zwłaszcza gdy uwzględnimy bezwzględne rozprawienie się z kotami, jego reakcję na ciążę żony Frantiska lub asekuracyjne zachowanie podczas rozprawy sądowej w jednej z końcowych scen filmu. Trudno to pogodzić z deklarowanym nawróceniem czy choćby z uczciwością.
Narracja nie jest płynna, pojawiają się retrospekcje, które momentami przeszkadzają, wybijają ze skupienia. Fenomenalna gra aktorska jednak wiele rekompensuje – w postać tytułową wciela się dwóch aktorów: Ivan Trojan i jego syn, Josef Trojan.
Ostatecznej odpowiedzi na pytanie, kim jest Jan Mikolášek – która z jego twarzy jest tą prawdziwą – nie otrzymamy. Jest w nim wiele sprzeczności. Rola uzdrowiciela pochłaniała większość jego czasu, podporządkowując mu wszystko i wszystkich. Świadomość swej wyjątkowości wykorzystał dla usprawiedliwienia nieraz kontrowersyjnych decyzji. Ale był kimś wyjątkowym, to fakt.
SZARLATAN
Rekomenduje: Dominik Wierski
Widzowie, którzy po „Szarlatanie” oczekiwali bliżej niesprecyzowanego zaskoczenia ze strony Agnieszki Holland, będą zawiedzeni. Ci natomiast, którzy cenią w autorce jej konsekwencję w podejmowaniu ważnej i niełatwej problematyki, przyjmą film o zielarzu Janie Mikolášku co najmniej z satysfakcją, nawet jeśli nie zawsze będzie ona równomiernie rozdysponowana. Najnowszy utwór reżyserki na kilku poziomach podejmuje i rozwija najistotniejsze dla niej tematy, dopisując kolejne spostrzeżenia do kwestii znanych choćby z „Europa, Europa”, „Całkowitego zaćmienia”, „Pokotu” czy „Gorejącego krzewu”.
We wnikliwym tekście poświęconym wspomnianemu wyżej miniserialowi osnutemu wokół samospalenia Jana Palacha („Obrona przed bezdomnością? «Gorejący krzew» – czeski film polskiej reżyserki”) prof. Tadeusz Lubelski przypomina o dwóch szczególnie znaczących dla całej twórczości Holland cechach: awersji do heroicznego tonu i niechęci wobec oceny moralnej. Los Jana Mikoláška, przefiltrowany przez artystyczną wrażliwość scenarzysty Marka Epsteina i samej Holland, idealnie wpisuje się w powyższą charakterystykę.
Życiorys głównego bohatera „Szarlatana” determinuje przede wszystkim jego uwikłanie w Historię, w której nie pełni on jednak roli heroicznej i nie daje się jednoznacznie zaklasyfikować. Holland, stosując różne proporcje i zaburzoną chronologię, przywołuje dramatyczne epizody z czasów I i II wojny światowej, rozdzielającego je okresu nasilania się hitleryzmu, a przede wszystkim ponurego czechosłowackiego socjalizmu. Mikolášek samodzielnie (i nie bez podejrzeń o nieuczciwość) zdobywa fortunę i rodzaj szczególnej władzy nad ludźmi. Oczekują oni w długich kolejkach na moment wizyty u słynnego zielarza, by usłyszeć diagnozę na temat stanu zdrowia, a później najczęściej zakupić jedną z ziołowych mieszanek. Z polityczną władzą zaś główny bohater wchodzi w nierzadko dwuznaczne powiązania. Historia zna też kilka innych postaci, które podobnie jak Mikolášek zdawały się nijak nie pasować do ram funkcjonowania totalitarnego modelu, a jednak bardzo zbliżyły się do jego przedstawicieli. Zielarz z Jenštejna przypomina tu choćby jasnowidza Hanussena. Niezwykłość stawia ich obu – z jednej strony – na pozycji niebezpiecznych outsiderów, z drugiej jednak otwiera pole do zawarcia dwuznacznej relacji z władzą, rozpostartej między fascynacją a strachem.
W „Szarlatanie” Holland buduje spójny, choć grany przez większość filmu na dość podobnej nucie, ponury obraz XX wieku w Europie Środkowej. Trzeba przypomnieć, iż – co podkreśla sama reżyserka – fabuła zawiera elementy udramatyzowane, odmienne od faktycznego przebiegu zdarzeń. Główny rdzeń historii Mikoláška zostaje jednak zachowany. Najnowszy film reżyserki zdaje się tworzyć swego rodzaju nieformalną dylogię z „Obywatelem Jonesem”. W obu ostatnich tytułach autorka stosuje elegancką formalnie, klasyczną formułę opowieści, za pomocą której przez pryzmat nieszablonowych (choć całkiem odmiennych) postaci patrzy na zawiłości dwudziestowiecznej historii, stawiając przy tym pytania, które pozostają często bardzo aktualne. Gareth Jones nie miał „drugiego oblicza”, był samotnym głosem szlachetności w świecie pogardy dla ludzkiego życia. Portret Mikoláška zbudowany jest zaś z szeregu dychotomii. Tym razem Holland zdecydowała się na zaburzenie chronologicznego porządku opowieści, prowadzi ją wszakże w oparciu o czytelne znaki pozwalające bez trudu odnaleźć się w poszczególnych okresach życia bohatera. Pozwoliło to na wywołanie pewnego poznawczego dysonansu – wizerunek oddanego ludziom (nawet jeśli potrafiącego zadbać przy tym o niemały zysk) altruisty od pewnego momentu poddawany zostaje coraz bardziej niepokojącej erozji. Zwłaszcza jedna scena wywołuje zaskoczenie, czy wręcz szok. Trudno nawet nie zadać sobie pytania: czy nie jest to pewien zbyt daleko idący skrót w budowaniu złożoności postaci, nieuzasadniony swą gwałtownością?
Podobnie jak w „Pokocie” Holland podejmuje w „Szarlatanie” kwestię relacji człowieka z naturą, dla której kluczem jest tym razem umiejętność dostrzegania jej sygnałów i odnalezienia tkwiących w niej mocy. I tym razem autorka nie skłania się ku jednoznacznej apologii – siły natury wykorzystać można też przecież w celach destrukcyjnych. Trudną do zdławienia naturalną siłę stanowi również ciało. Elżbieta Ostrowska pisząc o bohaterach filmów Holland zauważa, iż zazwyczaj poszukują oni swej tożsamości, a ciało wyznacza jej jedyną pewność. „Szarlatan” odsłania tę kwestię stopniowo. Najpierw pojawia się zawarta w jednym z kadrów sugestia, na którą trudno nie zwrócić uwagi, ale którą łatwo mylnie zinterpretować. Wraz z upływem seansu cielesność staje się jednym z dominujących tematów filmu, lokując się wszakże bardziej w sferze domysłów niż biograficznych faktów.
Historia, polityka, natura, ciało – to modne tematy, ale w przypadku „Szarlatana” i samej Holland nie oznaczają na pewno koniunkturalności. To zainteresowania od dawna wyznaczające horyzonty kina polskiej autorki, poświadczając o jego aktualności i wnikliwości. Być może znajdowały one bardziej przekonujące reprezentacje w niektórych wcześniejszych filmach reżyserki, ale bez wątpienia i w „Szarlatanie” mogą przykuć uwagę widza.









