
Nowe Horyzonty (XXII MFF NH)
Sekcja: MISTRZOWIE
Rekomenduje: Renata Borowiak
„W PĘTLI RYZYKA I FANTAZJI” (2020)
Film Ryûsuke Hamaguchiego zdobył w Berlinie Srebrnego Niedźwiedzia (Grand Prix). Trzy japońskie nowele (3×40`) – oparte na opowiadaniach reżysera-scenarzysty – tworzą spójną całość. Historie się nie zazębiają, ale w każdej z nich karty rozdaje przypadek. Zbieg okoliczności, czyjaś pomyłka, qui pro quo – uruchamiają sytuację i ryzyko. Co będzie, jeśli zareagujesz i dasz się ponieść. Jeśli impuls włączy fantazjowanie? W wywiadzie udzielonym NH Hamaguchie mówi: „Przypadki uruchamiają podejrzenie, że istnieje inna wersja rzeczywistości”.
Po części chodzi o konsekwencje podjęcia wyzwania (nowela „Przy otwartych drzwiach”), po części o powrót do minionego, do jakiejś „dziury w życiu”, którą nosisz w sobie niezabliźnioną („Magia…”, „Jeszcze raz”). To są historie o ważnych, bliskich spotkaniach, które zmieniają coś w życiu; spotkaniach zaprzepaszczonych. I o próbie ich odzyskania.
„Czy odważysz się uwierzyć w coś mniej pewnego niż magia?” – pyta Meiko. Przewrotne. Co pewnego w magii? Jeśli jednak odnieść ją do relacji między ludźmi, to nic trwalszego niż te spośród nich, w których zadziało się coś nieoczywistego. Trwają wbrew racjonalnie i mierzalnie upływającym latom. Najciekawsze w tym filmie są portrety relacji. Sposób ich przedstawienia. Kto – jak ja – spodziewa się po japońskim kinie introwertycznej, stonowanej emocjonalności, ten doświadczy wywrotki. Najbardziej japoński jest tu chyba Chopin, którego kilka muzycznych fraz słyszy się w każdej noweli. Ekspresja przełamuje japoński stereotyp.
Opowieści scala również ich forma. Hamaguchie zdobył niegdyś uznanie filmem ponadpięciogodzinnym („Happy Hours” – 2015), a tu jednowątkowe nowele, inspirowane – jak twierdzi – kinem Jeana Renoira i Cassavetesa. Minimalizm scenografii: sceny rozgrywają się w kameralnej, zamkniętej przestrzeni. Gabinet, mieszkanie, stolik w restauracji lub taksówka. Opowieść dotyczy dwojga, trojga bohaterów. Tsu – Kazu – Meiko; Sasaki – Nao – prof. Segawa; Aya i Natsuko. To ewokuje teatralność. Najdosłowniej w noweli trzeciej, której bohaterki umawiają się na odegranie ról swoich przyjaciółek sprzed lat. Dialog to najbardziej kreacyjny element narracyjny. Bez retrospekcji, obrazów świata zewnętrznego, codziennej krzątaniny, która mogłaby dostarczyć informacji nie wprost. Bohaterowie mają dość dużą świadomość tego, kim są, co czują, co miało wpływ na to, kim się stali. Obawiam się, że tymi słowami wykreowałam złudzenie statyczności. Otóż nie: może nie rollercoaster, ale brawura w tych opowieściach jest na pewno. Jest zaskoczenie szczerością.
Scena otwierająca pierwszą nowelę toczy się w nocnej taksówce, którą wracają dwie przyjaciółki, Meiko i Tsugumi. Jedna z nich zwierza się z „magicznej” randki. Łatwo uruchomić w wyobraźni ciąg dalszy: rozczarowanie?, może zazdrość albo manipulacja? Wcale nie. Gdyby pozbierać słowa klucze do całej triady, będzie ich kilka: przypadek – fantazja – szczerość i bliskość.
Odrzuciłabym natomiast stemple gatunkowe. Można przeczytać w opisie, że to komedia, melodramat, film sf. Zgadzam się, że zaskoczenia są dowcipne. W nieokreślonej przyszłości dzieje się tylko ostatnia nowela, jedyna realizowana w czasie pandemii. Natsuko, specjalistka od IT, jest bezrobotna odkąd wirus Xeron wymusił powrót do tradycyjnej poczty, namieszał w danych i zmęczył ludzi światem wirtualnym. Jeśli to science fiction, to bardzo retro, raczej fikcyjne tu i teraz.


