VORTEX

„Vortex” – reż. Gaspar Noé,

Zaczęło się: wydarzenia filmowe sypią się jedne po drugich. A nawet nie przestrzegają żadnej chronologii. Ledwo wybrzmiały Nowe Horyzonty, trwa festiwal w Wenecji, ruszyły seanse na Millenium Docs. Oglądamy. Ale wracamy do filmu, który Jakub miał okazję widzieć we Wrocławiu, na sierpniowym seansie ze spotkaniem w aneksie. Kiedy w kinach – jeszcze nie wiadomo, ale na pewno będzie.

VORTEX

Rekomenduje: Jakub Chojnacki

Najnowszy film Gaspara Noé jest wyjątkowy w jego filmografii. Reżyser słynący do tej pory z tworzenia filmów bardzo ekstremalnych, zarówno w formie jak i treści, tym razem „zwalnia tempo”. W „Vortex” nie zobaczymy scen morderstw, gwałtów ani tripów narkotykowych, które były obecne w kinie Gaspara. Tym razem historia jest na pierwszy rzut oka mniej ekstremalna, bo opowiada o ostatnich dniach  życia małżeństwa, które powoli przegrywa walkę z chorobami. Paradoksalnie, wyjątkowy jest tu brak wyjątkowości. Po raz pierwszy Noé ukazuje sytuację, która spotka większość z nas.

W sferze fabularnej jest więc to coś innego dla reżysera, jednak forma nie daje zapomnieć, że oglądamy film Gaspara. Przez cały seans obserwujemy bowiem oboje bohaterów dzięki technice split-screen. Ekran podzielony na pół oznacza, że cięcia montażowe musimy robić sami. Nie jest to jednak żaden problem, gdyż tempo filmu jest powolne. Obserwujemy codzienne życie postaci ukazane długimi, nieprzerwanymi ujęciami. Zwykłe czynności, takie jak wyjście do sklepu czy nawet rozmowa, stają się problemem. Długie ujęcia sprawiają, iż film napięciem dorównuje najlepszym thrillerom.

Podczas spotkania z twórcami po seansie na festiwalu Nowe Horyzonty Gaspar Noé powiedział, że nie napisał nawet linijki dialogu, a scenariusz liczył około dziesięciu stron. Przed obejrzeniem filmu trudno byłoby w to uwierzyć, biorąc pod uwagę, iż trwa on dwie godziny, ale po seansie wierzę reżyserowi. Improwizacja wzmacnia naturalność aktorskich kreacji, dodaje wiarygodności. Warto docenić Dario Argento, który musiał improwizować w obcym dla siebie języku francuskim.

„Vortex” to pierwszy film Gaspara Noé, który został ze mną po obejrzeniu. Poprzednie filmy reżysera opierały się na szokowaniu publiczności i w ostatnich latach można było mu zarzucić efekciarstwo, dlatego „Vortex” jest bardzo potrzebnym oddechem w jego filmografii. Recenzując „Vortex”, nie da się uciec od porównań z filmem „Miłość” Michaela Hanekego, który jest dziełem dojrzalszym. Polecam obejrzeć oba i samemu zadecydować, który portret starszego małżeństwa jest lepszy.

Dodaj komentarz