ANNETTE

„Annette” – reż. Leos Carax, Francja & co 2021

A zanim nam się w głowach poukładają dokumenty. Rekomendacja z zupełnie innej bajki. Wielu pewnie widziało już w ostatnim tygodniu sierpnia. I jeszcze chyba-kiedyś-gdzieś duet Driver & Cotillard będzie w zasięgu wzroku (i uszu).

ANNETTE

Rekomenduje: Ania Falbierska

COUNTERINTUITIVE, BABY…

… czyli w świecie dziecka-marionetki. Ale historia nie tu się zaczyna. Prawdziwie wielkie początki miejsce mają na scenach operowych i w klubach stand-upowych, gdyż zgodnie z XXI-wiecznymi trendami, małżeństwo młodych artystów w pierwszej kolejności poświęca się karierze. I oboje święcą sukcesy. Ona przyciąga elity do teatrów i ratuje coraz to nowych widzów swoim nieskazitelnym sopranem. Z kolei na jego występy ściągają masy, które on swoimi ciętymi żartami dobija. I choć ich światy wydają się stawać w kontrze do siebie nawzajem, oni darzą się niespodziewanym i niewytłumaczalnym uczuciem. Tym samym stanowią nie lada gratkę dla natrętnych dziennikarzy i fotografów, nie z osobna, przez własne osiągnięcia, a razem, właśnie z uwagi na fakt łączącej ich relacji. W końcu pojawia się najgorętszy nagłówek – Ann i Henry’emu rodzi się dziecko. Jest to jednak niemowlę o niezwykle rzadkiej deformacji kodu DNA, która sprawia, że rzeczony maluch jest drewnianą lalką. A nieważne jak wiele położnych śpiewa o urodzie kukiełki, jaką rolę pełni w nowej rodzinie czy nawet jak bardzo jest kochana, o marionetce zawsze się trochę zapomina, z lekka zaniedbuje, od czasu do czasu pociąga za sznurki.

Jednak jak to zazwyczaj bywa, pojawienie się nowego członka rodziny wprowadza całą paletę zmian w życiu najbliższych. Tak kariera Ann nabiera rozpędu, sypią się propozycje prestiżowych ról i kwiaty. Henry natomiast przeżywa artystyczny impas, zajmując się córką w domu, a gdy w końcu jest mu dane wystąpić, nikt już się nie śmieje. Przeciwieństwa, które do tej pory parę przyciągały, teraz pogłębiają niezakomunikowaną niechęć, złość i antagonizmy. Małżeństwo jak bomba nieustannie tyka, co nie uchodzi uwagi tabloidów. Punktem zwrotnym według newsów ma być rejs na jachcie – metoda wszystko albo nic. Wychodzi bardzo nieoczywiste coś pomiędzy topielecem, zemstą i górą pieniędzy. Gdzie jednak w tym wszystkim jest mała Annette? Gdy sobie o niej wreszcie przypomniano, jej miejsce było tam, gdzie jest miejsce marionetek, na linii frontu. Od teraz ma się stać faktycznie użyteczną córką.

Nowy film Leosa Caraxa to dzieło specyficzne, zarówno treściowo, jak i formalnie. Przede wszystkim Annette to musical, jednak wiele ma w sobie cech, które bardziej na myśl przywodzą sztukę teatralną, w tym niemal operową częstotliwość piosenek, które nie zawsze są umotywowane emocjonalną bądź fabularną kulminacją, czy charakterystyczną grę aktorską. Zabieg jest ciekawy o tyle, że utwory wpadają w ucho, a Marion Cotillard i Adam Driver w oko. Znajduje też motywacje w fabule, brak jednak dla niego zbalansowanej kontry, jaką w tym przypadku byłaby inspiracja cechami stand-upu. Pojawia się jej znacznie mniej i polega głównie na łamaniu czwartej ściany przez, jak na ironię, osobę, która postać komika ma za wroga. Warto też jednak wspomnieć o zdjęciach, które utrzymane w kluczu ciepłych i ciemnych, ale intensywnych barw, nadają temu groteskowemu i absurdalnemu dziełu nieco baśniowy klimat.

Reżyser dodaje też kilka dość karykaturalnie poprowadzonych komentarzy społecznych – na temat wspomnianej wcześniej działalności mediów, sztuki czy nawet ruchu #MeToo (chociaż ten ostatni jest przedstawiony wyjątkowo mało zgrabnie). Z oczywistych względów jednak jeden temat zyskuje nadrzędny charakter. Chociaż jego metafora jest dość bezpośrednia, reżyser ostatecznie odziera ją z jakichkolwiek niedopowiedzeń, co działa niestety na niekorzyść. A temat jest istotnie ważny, bo świadomie bądź nie, rodzice zupełnie nierzadko swoje emocje i ambicje przepuszczają przez dziecięcy katalizator. Dalej są już tylko niezabliźnione rany i rozrastające się znamiona.

Adam Driver (Henrty McHenry) i Marion Cotillard (Ann Defrasnoux)

Dodaj komentarz