
Film legenda i film o tej legendzie. Pierwsza i ostatnia scena: zbliżenie na Żuławskiego za kamerą, emocje reżysera; bez wglądu w scenę – na pierwszym planie demiurg. „Jeszcze raz! Encore une fois! Encore! Encore!”
Kto nie zobaczył w Kinie Muza, może dołączyć do opcji on-line Millenium Docs Against Gravity. Pisze Dominika, dopowiada Kuba.
UCIECZKA NA SREBRNY GLOB
Rekomenduje: Dominika Stachowiak
„Film to ja”. Słowa francuskich kinofilów z kręgu Nowej Fali odnoszą się zwykle do reżysera. Po seansie „Ucieczki na srebrny glob” nie wątpię, że tak do swego dzieła mógł podchodzić Andrzej Żuławski, główny bohater filmu, a zarazem reżyser nieukończonego projektu, o czym traktuje dokument Mikurdy. Wydaje mi się jednak, że Mikurda rozciąga to utożsamienie się z dziełem na cały filmowy zespół – na wszystkich zaangażowanych w powstawanie tego mistycznego dzieła. To ci, którzy do kamery opowiadają o Żuławskim – gniewnym reżyserze o twarzy Alaina Delona – stają się de facto głównymi bohaterami dokumentu. Ludzie, którzy pracowali z Żuławskim przy tym wielkim pionierskim przedsięwzięciu, jakim bezsprzecznie mógł być film „Na srebrnym globie”. No właśnie. Mógł. Filmu nie ukończono. Władze PRL z dnia na dzień wstrzymały realizację, której po dziesięciu latach, gdy pojawiła się możliwość dopięcia projektu, dokończyć z podobną energią i rozmachem już się nie dało. [„Na srebrnym globie” powstawał w latach 1976-77, do kin trafił na krótko i w okrojonej wersji w 1988].
Myślę, że pierwsze, o czym należy wspomnieć, mówiąc o tym filmie to fenomenalny montaż. Znajdują się tu przebitki z życia prywatnego Żuławskiego (praca z Andrzejem Wajdą, związek z Małgorzatą Braunek), fragmenty wywiadów, udzielonych przez reżysera (głównie mediom francuskim), a do tego nakreślenie ówczesnej PRL-owskiej rzeczywistości poprzez wycinki, zdjęcia, nagrania… To wszystko – sprawnie zestawione lub skontrastowane z monumentalnymi fragmentami nieukończonego filmu – tworzy spójną i kompletną całość, którą spina postać Xawerego Żuławskiego – syna Andrzeja Żuławskiego. Jedyny komentator, który w realizacji projektu nie brał udziału (był wówczas 6-letnim chłopcem), ale nie mamy wątpliwości, że odegrał ważną rolę w życiu artysty. Przy czym mówimy o artyście, który do wszystkich swoich projektów wnosił własne demony i życiowe obsesje.
Niesamowite, z jaką pasją bohaterowie opowiadają o pracy przy filmie, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, o jakiej pracy mowa. 600 dni zdjęciowych, 10 lokacji (w tym góry Kaukazu, pustynia Gobi i podziemia kopalni w Wieliczce), niezliczone ilości wymyślnych kostiumów i rekwizytów. Śmiało można nazwać ją katorżniczą i…w pewnych aspektach… etycznie wątpliwą. Może właśnie tak los, posługując się Januszem Wilhelmim (ówczesnym wiceministrem kultury i sztuki, który przerwał pracę nad superprodukcją), pokarał Żuławskiego za brak empatii i pogrążenie się w wizji, niezważającej na cierpienia swojej ekipy? A może los skrzywdził biednego artystę, nie dając mu okazji do spełnienia się artystycznie? Nad tym można tylko gdybać. Pewne jest, że niewątpliwie warto poznać tę historię. Historię ludzi, którzy przed szarą rzeczywistością próbowali uciec na Srebrny Glob.
GLOSSA
Seans „Ucieczki na srebrny glob” był wyborem trochę z przypadku – oglądałem ostatnio trochę współczesnego kina sf i pomyślałem, że warto dowiedzieć się czegoś o starszych produkcjach. Akurat pojawił się program festiwalu MDAG, a w nim film Mikurdy. Na pierwszy ogień poszedł więc niedokończony film Żuławskiego z 1988, przez który musiałem się trochę przemęczyć – w końcu są to 2 godziny i 40 minut epopei kosmicznej na podstawie trylogii dziadka reżysera z początku XX wieku. Ale ostatecznie zachęciło mnie to do poznania głębiej historii tego dzieła. Zdecydowałem się wiec na seans.
Na pochwałę, jak już zauważyła Dominika, zasługuje na pewno montaż, który buduje wyjątkowy klimat, idealny dla przedstawionej historii. Jego dopełnieniem jest świetna ścieżka dźwiękowa, która wzoruje się na motywach Korzyńskiego z „Na srebrnym globie” i wzmacnia poczucie kosmiczno-mistycznego dzieła.
Nie zgodzę się jednak co do bohatera dokumentu, którym bezsprzecznie jest Andrzej Żuławski, i to na nim, również przez pryzmat jego ambitnego dzieła, skupia się narracja filmu i ukazuje nam jego portret. Oczywiście, nie można odmówić fascynacji projektem jego twórcom, z którymi wywiady widzimy, jednak to wszystko sprowadza się do jednej postaci – reżysera, który tworząc filmowy Srebrny Glob, zabierał na niego całą ekipę. Polecam z całego serca dokument Mikurdy, ale równie mocno niedokończony film Żuławskiego (dostępny legalnie za darmo po rekonstrukcji cyfrowej na jednej z platform streamingowych), który z uwagi na formę może się dłużyć, ale jest niesamowicie fascynujący, szczególnie jeśli w tle mamy historię jego powstawania i portret reżysera-demiurga.

