
Wśród nowości rzecz może nie najnowsza (choć premiera z ostatniego październikowego tygodnia). Jakub lubi filmy Gaspara Noego, więc to jego działka. O „Vortexie” pisał miesiąc temu. Czas na….
LUX ÆTERNA
Rekomenduje: Jakub Chojnacki
Film „Lux Æterna” miał premierę ponad dwa lata temu na festiwalu w Cannes, ale dopiero teraz trafia na ekrany polskich kin. Od tamtego czasu Gaspar Noe zdążył już nakręcić kolejny pełny metraż – „Vortex”, który również miałem okazję obejrzeć na tegorocznych Nowych Horyzontach. Zatem na moją opinię na temat filmu „Lux Æterna” wpływa kolejny krok w karierze reżysera. Postrzegam go bowiem jako swoisty most w filmografii Gaspara.
W warstwie fabularnej Noe, tak jak przy poprzednich produkcjach, konfrontuje nas z sytuacją ekstremalną, którą tym razem jest plan filmowy. Co prawda nie uświadczymy tu rozlewu krwi, ale szaleństwo wciąż będzie wszechobecne. Z kolei w warstwie wizualnej oprócz wyrazistych kolorów, długich ujęć i wywołujących atak epilepsji świateł, kluczową rolę odgrywa tu użycie techniki split screen, która na jeszcze większą skalę powraca w „Vortex”.
Jak już wspomniałem, Gaspar zabiera nas za kulisy produkcji filmowej „z piekła rodem”. Choć wydawać by się mogło, że reżyser poddaje tu rzeczywistość hiperboli, to podczas wywiadu na Festiwalu Nowe Horyzonty twierdził, iż jego doświadczenia z pracy na planie nie odbiegają znacznie od tego co możemy ujrzeć w „Lux Æterna”. Osobiście miałem okazję być na planach kilku reklam i również doświadczyłem podobnego chaosu (wyłączając końcówkę „Lux Æterna”).
Tu jednak pojawia się pewien zgrzyt, gdyż reżyser od początku pozwala sądzić, iż świat „Lux Æterna” jest realistyczny. Postaci, które poznajemy zdają się bardzo prawdziwe, pomimo niedługiej obecności na ekranie. Noe bardzo sprawnie kreśli wiarygodne charaktery i konflikty do pewnego momentu. Muszę przyznać, że przy scenie rozmowy telefonicznej matki z córką parsknąłem śmiechem z tego, w jak prosty i mało subtelny sposób reżyser stara się emocjonalnie manipulować widownią. Podobnie jak w filmie „Climax”, Gaspar wykorzystuje tu cierpienie dziecka, tworząc absurdalnie przerysowaną sytuację, w celu zszokowania publiczności. Ten zabieg może zadziałać na tych, którzy pierwszy raz skonfrontują się z filmem Noe, ale dla oswojonych z tą stylistyką może to być śmieszne. Ta scena sprawiła, że film z ciekawego portretu kulisów produkcji filmowej zamienił się w kolejny prowokacyjny, wizualny fetyszyzm, a kolejne sekwencje tylko potęgowały to wrażenie.
Główny problem „Lux Æterna” dotyczy niemal wszystkich produkcji Noe. Jego filmy stoją bowiem imponującą oprawą wizualną i ciekawymi pomysłami, których pełny potencjał nie zostaje jednak w pełni zrealizowany przez scenariuszową niedbałość. W trakcie seansu dostarczają wrażeń, ale po opuszczeniu sali kinowej nie pozostają na długo w pamięci. „Lux Æterna” jest więc (być może po raz ostatni) tym, czego mogliśmy się spodziewać po Gasparze. Fani jego stylu powinni wyjść z kina zadowoleni, a tych, którzy do tej pory nie byli do niego przekonani raczej i tym razem nie przekona.
Na koniec drobna refleksja. Niedawno w kinach mogliśmy obejrzeć „Ludzki głos” Pedro Almodovara, teraz „Lux Æterna” Gaspara Noe i chciałbym, aby więcej uznanych reżyserów zaczęło kręcić krótkie metraże. Nie każdy pomysł nadaje się na film pełnometrażowy, a produkcje filmowe poniżej godziny nie muszą być realizowane jedynie przez początkujących filmowców, jako wprawki do kręcenia „prawdziwych filmów”.

