ZDOBYWANIE DZIKIEGO ZACHODU

„Zdobywanie Dzikiego Zachodu” (The Taking) – reż.Alexandre O. Philippe, USA 2021 (dokument)

Zachodzą zmiany i Horyzont sennie zmierza do końcoworocznych refleksji. Rozluźnia nam się zbieżność z Konkursem. Tym razem również zapraszam do lektury tekstu nie o bieżącym repertuarze, lecz o odkryciu z zakończonego niedawno American Film Festival.

ZA KULISAMI WIELKIEGO MITU

Spośród wielu interesujących dokumentów, które można było zobaczyć podczas edycji on-line tegorocznego American Film Festival, szczególnie ciekawy wydał mi się film „Zdobywanie Dzikiego Zachodu” (w oryginale po prostu „The Taking”) w reżyserii Alexandre’a O. Philippe’a. Jest to rodzaj filmowego eseju, który stawia w centrum Monument Valley w stanach Arizona i Utah – czołową dekorację amerykańskiego westernu. Obraz starannie analizuje, jaką rolę spełniał ów region znany z widowiskowych formacji skalnych w legendarnych westernach Johna Forda, w ten sposób próbując stworzyć esencję stylu wybitnego reżysera.

Twórcy filmu na samym początku stawiają dość radykalną tezę o tym, że wspomnianego Monument Valley nie da się już postrzegać jako wspaniałego obiektu przyrodniczego, a obiekt czysto kulturowy – podstawowy składnik opowieści o białych mężczyznach cywilizujących nieprzyjazne pustkowia zamieszkane przez niegościnnych i prymitywnych tubylców. No właśnie, film nie zapomina także o rdzennych mieszkańcach Monument Valley – plemieniu Navaho, które nękano sankcjami i wywożono do obozów pracy, wpędzając tym samym w skrajną nędzę ludzi, którzy byli zbyt związani ze swoimi rodzinnymi stronami, by je opuszczać. Wtedy to szczęściem w nieszczęściu okazało się uwielbienie, jakim John Ford otoczył Monument Valley i członkowie plemienia zaczęli występować jako statyści w kręconych przez niego filmach.

Co ciekawe, Ford i inni reżyserzy uznali dolinę za tak odpowiadającą ich wyobrażeniu Dzikiego Zachodu, że realizowali tam produkcje rozgrywające się nieraz w dosyć odległych częściach kraju. Znajdziemy przypadki traktowania Monument Valley jako tak esencjonalnej westernowej scenerii, że film, którego ani jedna scena nie była kręcona w tym miejscu, rozpoczyna się od napisów na tle zdjęcia słynnej doliny. Ford lubił wykorzystywać niezwykłą przestronność Monument Valley, kręcąc sceny rozgrywające się na przestrzeni setek kilometrów na zaledwie kilkuset metrach. Jako że – jak już wspomniałem – mamy tu do czynienia ze swoistym esejem, poruszony zostaje też wątek pojawiania się Monument Valley w dalekich od westernu produkcjach jako symbol nie tylko Dzikiego Zachodu, ale też Stanów Zjednoczonych w ogóle – od „Mission: Impossible” przez „Looney Tunes” do „Powrotu do przyszłości” – widz czuje, że nie zdawał sobie w ogóle sprawy, w jak wielu obrazach się to miejsce pojawiało.

Warto na chwilę wrócić do Forda i kolejnego ciekawego spostrzeżenia: Monument Valley nie było dla niego jedynie efektowną dekoracją – miało też potęgować napięcie i podkreślać gwałtowne emocje bohaterów. Przyglądając się tym rozbudowanym analizom i wnioskom, trudno nie odnieść wrażenia, że ważnym tematem filmu jest trwały ślad, jaki kino (a bardziej uniwersalnie: kultura) zostawia na obiektach stworzonych przez naturę. Jest to także ślad w sensie najzupełniej dosłownym – jak w przypadku kamiennego łuku stanowiącego scenografię filmu Sergia Leone „Dawno temu na Dzikim Zachodzie”, który do dziś stoi pośród skał Monument Valley. Jeśli chodzi o warstwę wizualną obrazu, to powolne, niespieszne ujęcia doliny sprawiają, że same nasuwają się porównania między stylistyką westernu i science-fiction i refleksje na temat wpływu, jaki wywarł John Ford na takich filmowców, jak chociażby George Lucas.

Jak nietrudno wnioskować po dużej części tej recenzji, obraz koncentruje się właśnie na twórczości Forda i choć jego wkład w rozwój westernu jest trudny do przecenienia, zwrócenie większej uwagi na innych twórców z pewnością wpłynęłoby pozytywnie na całość. Niemniej jednak film doskonale przygląda się naszemu wyobrażeniu o tzw. Dzikim Zachodzie i demaskuje stojące za nimi pomysły filmowców. Jest to z pewnością produkcja godna uwagi także ze względu na mistrzowską analizę ważnych dla historii gatunku dzieł i rekomenduję „Zdobywanie Dzikiego Zachodu” zarówno miłośnikom westernu, jak i tym, którzy nie mieli dotąd zbyt wielkiej styczności z tym gatunkiem (choć na pewno wyposażeni są w bagaż wyobrażeń kojarzący Dziki Zachód właśnie z widokami Monument Valley, bo te kulturowe wyobrażenia nie są nieodwracalnie związane z oglądaniem westernów ze względu na stopień zakorzenienia się tych stereotypów w kulturze), których z pewnością zachęci do eksplorowania klasycznych westernów.

Dodaj komentarz