OFICER i SZPIEG

„Oficer i szpieg” (J`accuse) – reż. Roman Polański, Francja 2019

Ach ten Dujaurdin! Jak nie frędzle to oficerski mundur. We wszystkim mu do twarzy. A film ważny.

Rekomenduje: Lidia Gapińska

Szkoda, że Roman Polański nie nakręcił filmu wcześniej. Być może, bez atmosfery skandalu, medialnego szumu, uniknęlibyśmy spoglądania na dzieło reżysera przez pryzmat reżyserskiej biografii. A tak powraca jak bumerang pytanie o intencje artysty. Czy Polański to Dreyfus? Czy to zestawienie jest uprawnione? Z drugiej strony, czy w innych okolicznościach film w ogóle by powstał? A może właśnie kontekst biograficzny nadaje mu inny, głębszy wymiar?

„Oficera i szpiega” zobaczyć warto, chyba nawet trzeba. Jednak nie byłam o tym przekonana, wychodząc z kina.

Obejrzałam z ciekawością, przyjemnością. Nie dłużył się, mimo że akcja nie jest dynamiczna, a wynik walki o prawdę z góry wiadomy. Oglądamy przepiękne zdjęcia – widoki dziewiętnastowiecznego Paryża. Z pietyzmem odtworzone wnętrza: kamienic, pałaców, sądu, miejsca pracy szefa wywiadu. Podziwiamy dbałość o realia epoki – stroje (kobiece suknie, mundury), fryzury, charakterystyczne, modne wówczas męskie wąsiki. Starannie dobrani i ucharakteryzowani aktorzy – podobni do swoich pierwowzorów. Muzyka nie rozprasza, a dźwięki naturalne budują atmosferę miasta. Miasta, w którym obywatele nie mogą czuć się bezpiecznie, gdyż ich życie prywatne nie ma dla władzy prawie żadnych tajemnic.

Oto nowo powołany szef wywiadu Georges Picquart (Jean Dujardin) odkrywa, że kapitan artylerii Alfred Dreyfus, którego publiczną degradację oglądał, został niesłusznie oskarżony i skazany za zdradę na podstawie sfingowanych dowodów. Odrzuca swoje antysemickie uprzedzenia (Alfred Dreyfus jest Żydem i dlatego łatwo było rzucić na niego podejrzenia). Nie waha się dochodzić prawdy, mimo że wie, iż może się to obrócić przeciwko niemu. A dopiero co jego kariera ruszyła do przodu. Dla niej oszukał nawet przełożonych, zatajając romans z żoną wysokiego oficera. Teraz jednak liczą się prawda i honor wojska, państwa. Nie sam człowiek, w którego obronie występuje. I dlatego początkowo nie mogłam przekonać się do takiego ujęcia. Ofiara stoi na drugim planie. Louis Garrel, który odgrywa rolę Dreyfusa, na ekranie pojawia się rzadko. Trudno widzowi polubić bohatera, przejąć się jego losem.

A jednak jest w tym sens. Dzięki temu na plan pierwszy wysuwa się samo dochodzenie do prawdy odsłaniające mechanizm oszustwa. Oszustwa, w którym świadomie uczestniczyli pracownicy wywiadu, grafolodzy, wysocy rangą wojskowi, sędziowie. Polański pokazuje, jak łatwo (w czasach bez radia, telewizji czy internetu) przeprowadzić nagonkę na kogoś, kto nadaje się na ofiarę. Jak łatwo wzbudzić nienawiść, zapominając, że może ona doprowadzić do rozlewu krwi. Jak łatwo pogłębić  istniejące podziały społeczne, wykorzystując antysemickie (jakiekolwiek) uprzedzenia. Jak autorytety przestają nimi być (Emil Zola okrzyknięty zdrajcą). Skąd my to znamy?

W pamięci pozostanie mi końcówka filmu. Georges Picquart jest teraz ministrem wojny. Przychodzi do niego Alfred Dreyfus (to zaledwie ich drugie i zresztą ostatnie spotkanie), aby prosić o przyznanie wyższego stopnia wojskowego z uwagi na długi czas, kiedy nie mógł się o to starać, przecież został niesłusznie pozbawiony wolności. Jaka padła odpowiedź? Mnie ona zaskoczyła, zaniepokoiła, wytrąciła z równowagi. Ale tak musiało być. Ta niejednoznaczna scena jednocześnie jest wyrazem zwątpienia w człowieka i każe w niego uwierzyć. Dlatego warto zobaczyć film Polańskiego.

Louis Garrel (Alfred Dreyfus)
Jean Dujardin (pułkownik Georges Picquart) i Emmanuelle Seigner (Pauline Monnier)
Jean Dujardin (pułkownik Georges Picquart)
Jean Dujardin (pułkownik Georges Picquart)
Louis Garrel (Alfred Dreyfus)

Dodaj komentarz