KLAUS

„Klaus” – reż. Sergio Pablos, Hiszpania 2019 (animacja)

A ponieważ nie ma śniegu za oknem, a każdy wiele by dał, by był, to rekomendujemy wyprawę do białego Smeerenesburga. Tym bardziej, że to oscarowa nominacja w kategorii animacji pełnometrażowej. O „Klausie” piszą: Julek (lat 11) i Michał. Bo na tego typu filmy warto spojrzeć oczami dwóch generacji. 🙂

[film dostępny na Netfliksie]

Rekomenduje: Juliusz Korczyński

TROCHĘ INNA HISTORIA ŚWIĄTECZNA 

Niedawno obejrzałem film pt. Klaus. Film, w gruncie rzeczy mocno świąteczny (chociaż nie tylko), został nominowany do Oscara w kategorii najlepszego pełnometrażowego filmu animowanego. Obraz opowiada o Jesperze, synu dyrektora akademii pocztowej. Jesper całe swoje dotychczasowe życie spędził pławiąc się w bogactwie, i kiedy przychodzi mu rozpocząć naukę rodzinnego fachu, leni się i spędza całe dnie na wypoczywaniu. Sfrustrowany ojciec wysyła go do Smeerensburga, miasteczka, w którym wszyscy nienawidzą siebie nawzajem. Musi przekazać 6000 listów w ciągu roku. Gdy nie wykona zadania, spędzi resztę życia w biedzie, bez dostępu do rodzinnej fortuny. Jesper myśli, że to nie takie trudne, ale się myli. Mieszka w rozpadającym się kurniku, od wielu lat nikt w mieście nie wysyłał żadnego listu, a wszyscy są dla niego nieprzyjaźni. Z czasem jednak poznaje stolarza Klausa, którego imię kojarzy się nam jednoznacznie, zwłaszcza, że akcja filmu rozgrywa się w zimie. I choć młody listonosz ma co do niego złe przeczucia (z uwagi na jego posturę i tajemniczy charakter), to jednak szybko podejmują współpracę. Gdy Jesper zauważa, że w warsztacie rzemieślnika zalegają nieużywane zabawki, wpada na pomysł, żeby rozdawać je dzieciom, pod warunkiem, że napiszą list. Te, które nie potrafią pisać, szybko trafiają pod czujne oko Alvy, nauczycielki, która wcześniej, by mieć za co żyć… sprzedawała ryby. W efekcie Smeerensburg zmienia się i zaczyna w nim panować radość. Ale dwa zwaśnione klany już knują intrygę przeciw tym, którzy wprowadzili szczęście do miasteczka… Jakie będzie zakończenie? Tego dowiecie się, gdy obejrzycie film.

Film nie jest zły, ale moim zdaniem nie zasługuje na tak wielkie wyróżnienia. Ciekawie przedstawiono początki znanych świątecznych tradycji (zaprzęg z reniferami, list do Świętego Mikołaja), ale można  mieć wrażenie upchnięcia zbyt wielu morałów w jednej historii. Są to: pozory mylą, jak i warto być miłym dla innych czy, tu cytat: jeden bezinteresowny czyn wyzwala kolejne. Moim zdaniem postacie mieszkańców Smeerensburga są przerysowane, przez co wydają się zbyt groteskowe (choć to akurat pewnie celowy zabieg twórców), a ich konflikty niewiarygodne. Trudno towarzyszyć bohaterom w ich przemianach, które są długie i skomplikowane. Mimo wszystko dziecięca radość ukazana w filmie wzrusza dogłębnie bez względu na wiek widzów. Podsumowując: film przyjemny, ale nominacja raczej niesłuszna. Początkowo film sprawia wrażenie nowatorskiego podejścia do świątecznego tematu, ale potem zdajemy sobie sprawę, że to jednak nic nowego. Ale czy ta powtarzalność nam przeszkadza? 

Rekomenduje: Michał Korczyński

DZIECIAKI RATUJĄ GWIAZDKĘ

Kino świąteczne to szczególny gatunek. Bożonarodzeniowa atmosfera sprawia, że w zamian za sympatyczny klimat filmu, dobrze oddający ducha świąt, jesteśmy w stanie wiele wybaczyć twórcom. Sam zresztą uwielbiam wracać do amerykańskiej komedii „Witaj, święty Mikołaju”, choć przecież wiem, że inny gwiazdkowy klasyk, czyli „Kevin sam w domu” to przy niej wręcz kino art-housowe. Jest więc twórcom kina świątecznego nieco łatwiej, no ale z drugiej strony konkurencja spora, trzeba więc trochę się nagimnastykować, by przyciągnąć widzów kierujących się sentymentem.

Twórcy „Klausa” chyba znaleźli całkiem dobry sposób i nakręcili film o św. Mikołaju, reniferach, prezentach i innych bożonarodzeniowych atrybutach, przy czym jego akcja dzieje się w świecie, w którym tego wszystkiego nie ma. Do czasu. „Klaus” to bowiem swoiste „making of Christmas”, ale w wersji – delikatnie mówiąc – mało kanonicznej. Od początku wszystko postawione jest na głowie. Głównego bohatera, Jespera, poznajemy jako rozkapryszonego i mocno irytującego dziedzica fortuny, który od ojca dostaje zadanie stworzenia placówki pocztowej na niemalże końcu świata (tak, to spory zastrzyk absurdu). Gdy Jesper już tam trafi, poetyka filmu zaczyna się robić koszmarna – zwalczające się klany, przemoc, nikczemność. A zamiast szkoły, do której już nikt nie chodzi, smętny sklep rybny. Św. Mikołaja oczywiście też nie ma, jest tylko tajemniczy i groźny brodacz Klaus. Mało sympatycznie, jak na bożonarodzeniowy seans familijny…

Ale im bardziej Sergio Pablos, reżyser i współscenarzysta filmu, dokręca antyświąteczną śrubę, tym bardziej zaczynamy wypatrywać jakiegoś przesilenia. I ono oczywiście następuje. Szkielet opowieści przypomina więc nieco dickensowską „Opowieść wigilijną”, ale tutaj zamiast jednego Ebenezera Scrooge’a mamy całą społeczność, która musi przejść przemianę. To frapujący trop interpretacyjny „Klausa” i cóż z tego, że momentami dość naiwny. Oglądając klany Krumów i Ellingboe’czyków widzimy bowiem siebie i jakichś dowolnych „innych”, ściśniętych w niszczącym zwarciu i już zupełnie niepamiętających od czego zaczął się spór. Do tego traktowanie wrogości i nienawiści jako swego rodzaju dziedzictwa („To miasto zbudowano na niechęci i wrogości”), podgrzewanie konfliktu, podjudzanie tych mających jeszcze jakieś wątpliwości, no i nieoczekiwane łączenie sił przeciwko komuś, kto chce przerwać ten klincz. Brzmi znajomo?

Film eksploruje – czasem bardziej dobitnie, czasem dyskretnie – dużo „dorosłych” wątków takich jak: samotność, choroba, śmierć, czy problem bezpłodności. To, co jednak w „Klausie” jest źródłem największej wartości i energii tego filmu, to dziecięca siła. Z jednej strony, główny bohater – to jeszcze młodzian – który wychodzi z kolein swojego dotychczasowego życia i pokonuje pułapkę, którą w pewnym sensie zastawił na niego ojciec, raczej nie wierząc, że jego syn „da radę”. Z drugiej, zaś dzieciaki ze Smeerensburga, wcześniej niemalże tylko rekwizyty w potyczkach dorosłych, ostatecznie mają moc, by „wywrócić stolik” i zmienić dotychczasowe reguły gry. To właśnie dzieci porządkują i zmieniają świat, stawiając opór naprawdę nieznośnym dorosłym. Dziecięca rewolucja od razu przypomniała mi grupę skautów, którzy w „Kochankach z Księżyca” Wesa Andersona podjęli podobną walkę, czując że w świecie ustalanym przez tych starszych coś zgrzyta. Mam nadzieję, że dla dorosłych oglądających „Klausa” to przesłanie będzie pouczające, a dla dzieci – tutaj mam nadzieję jeszcze większą – inspirujące.

Dodaj komentarz