PROXIMA

„Proxima” – reż. Alice Winocour, Francja&Niemcy 2019

Nie ominą filmu Ci, którzy wyspecjalizowali się w oglądaniu kosmicznych eskapad (może odrobinę się zdziwią). Pozostałym polecamy, bo ziemska grawitacja działa tu niemal cały czas. Kosmos to sfera marzeń i szacowania kosztów. Poprzedni film Alice Vinocour to kobiecy „Mustang”. Tym razem też jest kobieco: Stella i jej córeczka Sarah. Rekomendacja zachęca, by się nie ociągać i sprawdzić. [wreszcie coś nieoscarowego]

Rekomenduje: Łukasz Klawunn​

BLISKO, BLIŻEJ, NAJBLIŻEJ

Gdy tylko dystrybutorzy ruszyli z promocją „Proximy” pojawiły się próby porównywania filmu z „Pierwszym człowiekiem” Damiena Chazelle’a. Nie powiem, że taka strategia reklamowa mnie szczególnie dziwi, ani że wrzucanie tych filmów do jednego worka jest czynem karygodnym – wręcz przeciwnie. Może określenia typu „kobieca wersja «Pierwszego człowieka»” są zbyt powierzchowne, bo sprowadzają film do poziomu „Ocean’s 8”, ale na pewno zawierają w sobie ziarnko znacznie głębszej refleksji. Dlatego właśnie postanowiłem podążyć tym tropem i muszę przyznać, że było warto. W „Proximie” odnalazłem wszystko, czego brakowało mi u Chazelle’a. Winocour odrzuca głośną „kosmiczną” muzykę, ujęcia bezkresnej przestrzeni i niewiarygodnie wręcz zachowawczego bohatera na rzecz historii skromnej, często szarej i pesymistycznej, ale przede wszystkim opowiedzianej tak, aby być bliżej człowieka (niż księżyca czy Marsa, oczywiście). Starannie budowana od początku relacja z córką, niebanalnie ukazane życie w separacji, konflikty w zespole czy mordercze treningi świetnie wpływają na ładunek emocjonalny produkcji. Choć bohaterka odrywa się od Ziemi dopiero w ostatnich sekundach, reżyserka doskonale buduje dramaturgię na powierzchni.

Najciekawsza jest w filmie perspektywa. To ona sprawia, że kolejny obraz o podboju kosmosu rozpatrywać można w zupełnie innych kategoriach niż dotychczas. Postawienie na pierwszym planie kobiety i osadzenie akcji w Europie całkowicie odwracają spojrzenie w bezkresną gwiezdną przestrzeń. Astronauci nie są wybitnymi jednostkami, mądrzejszymi i silniejszymi od większości społeczeństwa. Walczą z bliską perspektywą długiej rozłąki z rodziną i przerastającej nasze pojmowanie podróży w nieznane. Trening wykańcza ich nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Najbardziej pesymistycznie wypada jednak stawka – gra okazuje się nie do końca niewarta świeczki. Loty w kosmos nie są już dziecięcym marzeniem o odkrywaniu wszechświata. Bohaterki nie oglądamy w wielkich, świecących halach, jej otocznie przypomina raczej średniego standardu hotele i szpitale. Okazuje się, że szara rzeczywistość dopadła nawet dziedzinę, która jeszcze niedawno pobudzała wyobraźnię milionów.

Nie mógłbym pominąć wspaniałych kreacji aktorskich. Evę Green gotów już byłem skazać na zapomnienie. Przestała wypadać przekonująco po angielsku („Osobliwy dom pani Peregrine”, „Dumbo”) i po francusku („Prawdziwa historia”), jednak w „Proximie” odbija się od dna i gra prawdopodobnie rolę swojego życia. Partnerująca jej filmowa córka natomiast nie odstaje – dotrzymuje Green kroku, choć paradoksalnie pozostaje w jej cieniu, dokładnie jak odgrywana przez nią postać. Jeden z najlepszych duetów matka-córka w historii kina!

Tak oto „Proxima” prześciga „Pierwszego człowieka” już na starcie, bo w tym wyścigu nie chciała być nigdy najszybsza, największa, najgłośniejsza czy najdroższa. Cel był jeden i co bardziej dociekliwi zapewne doszukali się go w tytule. Proxima (łac. najbliższa) zdecydowanie nie buduje żadnego dystansu pomiędzy dziełem a widzem. Winocour mówi nie „jesteśmy dumni, bo lecimy na Księżyc”, mówi raczej: „jesteśmy szczęśliwsi, gdy jesteśmy blisko siebie”.

Eva Green (Sarah Loreau)
Eva Green (Sarah Loreau) i Matt Dillon (Mike Shannon)
Zélie Boulant (Stella) i Eva Green (Sarah Loreau)
Eva Green (Sarah Loreau) i i Zélie Boulant (Stella)
Lars Eidinger (Thomas Akerman) i Zélie Boulant (Stella)
Eva Green (Sarah Loreau) i Zélie Boulant (Stella)

Dodaj komentarz