PRAWDA

„Prawda” (La vérité) – reż. Hirokazu Koreeda, Frncja, Japonia 2019

Z powagą, lecz bez potrzeby wypowiadania się nt. COVID 19, przyglądamy się nowej rzeczywistości. Wracamy do filmowych postów. Pierwszy marcowy weekend to kilka świetnych premier (Hejter. Prawda. Biały, biały dzień). Na pewno wrócą, gdy wszystko wróci do jako takiej normy. Posłuchajcie, na co warto czekać. Dziś: „Prawda”. Japończyk po francusku. Dla zakochanych w „Złodziejaszkach” i dla tych, którzy spotykają Koreedę po raz pierwszy. DWUGŁOS.

Rekomenduje: Natalia Marchewka
PRAWDA

Wiem, że Hirokazu Koreeda ma na koncie kilka nagradzanych filmów i że po raz pierwszy próbuje sił poza rodzimą kinematografią. Nie znam tych japońskich, poznaję Koreedę w wersji francuskiej. Interesuje mnie to, czym ten film mnie przyciągnął: relacja matki i córki. Temat uniwersalny. Ale tu zaplątany aż zanadto.

By napisać wnikliwą rekomendację, musiałbym jeszcze co najmniej raz ten film obejrzeć. Wiele dzieje się tu między scenami, między dialogami, między herbatą a lasagne.
Historia pozornie prosta. Lumir (Juliette Binoche) wraca z Ameryki do rodzinnego domu we Francji. Zabiera z sobą męża Hanka (Ethan Hawk) i córeczkę. Powodem lub pretekstem do powrotu jest świeżo wydana autobiografia jej matki-aktorki, wielkiej gwiazdy kina, Fabienne (Catherine Denevue). Relacje między matką i córką są – wydaje mi się – tematem nadrzędnym, ale główna postać zajęta jest dużo bardziej swym występem w filmie („Wspomnienia o mojej matce”) niż rozmowami z córką. Fabienne to legenda kina, teraz grająca drugoplanową rolę, towarzysząc (rywalizując!) młodej i dobrze rokującej aktorce Manon (Manon Clavel).
Fabienne to prawdziwa diva. Gdy mówi: „Wolałabym być złą matką i przyjaciółką, ale dobrą aktorką”, to widać, że tej zasadzie jest wierna od lat. Poznajemy splątane relacje miedzy córką spragnioną miłości a wiecznie nie dość obecną w jej życiu matką. Autobiografia okazuje się autokreacją – Fabienne pomija, kogo chce pominąć i to, co dla niej niewygodne. Manipuluje, ale nie jestem pewna, czy zmyśla czy tak właśnie siebie widzi. Podczas jednej z rozmów okazuje się, że naprawdę towarzyszyła i kibicowała małej Lumir, choć córka wymazała to z pamięci. Tajemnicza Sara, z którą niegdyś Fabienne rywalizowała w aktorstwie, była też zagrożeniem dla jej relacji z córką. Zazdrosna o więź z dzieckiem?

Prawda to czy nie, wygląda na to, że Fabienne gra nieustannie. Cały świat, a najbliżsi szczególnie, to statyści. Jakby bycie artystką unieważniało życie. Budzi to obawy o wartość sztuki Fabienne, o jej autentyzm. Póki co jej blask nie gaśnie. Choć zejście ze sceny i pogodzenie się ze zmianą warty jest nieuchronne.

Trudno tu cokolwiek rozstrzygnąć, reżyser raczej obserwuje swe bohaterki niż przedstawia jakąś spójną opowieść. Tysiące drobnych elementów są pozostawione widzowi do poskładania. Chwilami miałam wrażenie, że film jest zlepkiem scen i motywów z różnych filmów o relacjach rodzinnych. Być może dlatego, że miałam jakieś swoje oczekiwania. Tymczasem gra trwa do końca. Prawda jest ukryta.

To film stworzony dla Denevue i Binoche. Zastanawiałam się chwilami, czy one w ogóle grają, czy improwizują? Uderzyła mnie lekkość i naturalność ich postaci. Do tego stopnia, że gdzieś od połowy filmu zaczęłam obserwować specyficzny ruch czy też tik ust Catherine Denevue i zastanawiałam się, czy to coś naturalnego dla tej aktorki czy dla Fabienne? Prawdziwa diwa, lwica, czarownica. Może wiedźma. Nie można jej lubić, nie można jej nie lubić, można podziwiać.

Rekomenduje: Łukasz Klawunn
PRAWDA CZY WYZWANIE

Nie tak dawno swoich sił poza rodzimym Iranem próbował Asghar Farhadi. „Wszyscy wiedzą” zrealizowane w Hiszpanii, z Penelope Cruz i Javierem Bardemem w rolach głównych, przeszło bez większego echa. Teraz do podobnego testu podszedł Koreeda, zamieniając Japonię na ojczyznę Godarda i Truffaut – czy poszło mu lepiej? Moim zdaniem tak. Choć jestem absolutnie zakochany w „Złodziejaszkach” i uważam, że „Prawda” ma w sobie znacznie mniej przyziemnego, kameralnego uroku, wciąż pozostaje jednak bardzo ciekawą pozycją w dorobku reżysera.

Natalia słusznie wskazuje przede wszystkim na relację pomiędzy głównymi bohaterkami. Osoby znające wcześniejsze filmy tego twórcy odnajdą ich wspólny mianownik – rodzinę jako temat główny. Koreeda po mistrzowsku i wiarygodnie ukazuje esencję więzi, która łączy bohaterów. Nawet w najszczęśliwszej rodzinie pojawiają się napięcia. Sytuacje nie są czarno-białe, a odpowiedź na pytanie o rolę rodziny sytuuje się gdzieś pomiędzy solidnym fundamentem a kruchą i nietrwałą konstrukcją. Nie należy oczekiwać, że Koreeda udzieli odpowiedzi pełnej. Tym bardziej, że nie o diagnozę chodzi. Koreeda podziwia rodzinę z całą jej złożonością i tak właśnie ją ukazuje – niczego nie sugerując, nie chwaląc i nie potępiając żadnych zachowań. Tę perspektywę udało mu się na szczęście zachować, mimo przeniesienia akcji w zupełnie inne, francuskie realia.

W rekomendacji Natalii sporo o postaci Fabienne, co mnie nie dziwi. Wątek niesamowicie toksycznej, egoistycznej i nieczułej matki-gwiazdy (z dwoma Cezarami na półce) wybrzmiewa w filmie najmocniej. Nie zgodzę się jednak z Natalią w kilku kwestiach. Stwierdzenie, iż „nie można jej nie lubić” jest dla mnie zaskoczeniem. Fabienne to postać tak silnie antypatyczna i fałszywa, że o sympatii nie ma tu raczej mowy i pozostaje nam głównie „jej nie lubić”. Cała zabawa polega na tym, aby rodzina nauczyła się z nią żyć, przebaczać w nieskończoność, rozumieć jej odmienność. Brzmi to niedorzecznie, ale jawi się jako najlepsze rozwiązanie, bowiem matka wprost przyznaje, że na pierwszym miejscu zawsze będzie kariera. Wszelkie przejawy troski czy nostalgii są taktycznymi zagrywkami, mającymi na chwilę udobruchać córkę. To prowadzi do kolejnego tematu: do enigmatycznej Sary. Wiemy o niej całkiem sporo, chociaż wyłącznie z opowieści innych – ona sama już dawno nie żyje. Natalia odebrała tę postać jako rywalkę Fabienne w aktorstwie i macierzyństwie. Myślę, że Sara była kimś znacznie więcej. Dla Fabienne może najważniejszą osobą w życiu. Układ nie przetrwał próby z powodu chorobliwej ambicji Fabienne, która zdradziła Sarę na poziomie zawodowym i prywatnym, po czym zbudowała wokół siebie mur, pozwalający jej piąć się po szczeblach kariery bez poczucia winy. Dla Lumir z kolei Sara była drugą matką, nie sądzę jednak, aby tej biologicznej jakkolwiek to przeszkadzało.

Jak widać – ilu odbiorców, tyle interpretacji, co pokazuje, jak wielkie pole na własne refleksje pozostawia Koreeda. Odkodowanie wszystkich zachowań bohaterów stanowi dla widza prawdziwe wyzwanie. Dodatkowe bodźce do przemyśleń reżyser podrzuca też w tle i w detalach. Opadające liście w ogrodzie Fabienne mogą symbolizować zarówno jesień życia, jak i powolne burzenie wewnętrznych murów, a trójkąt, który w nerwowych sytuacjach obraca w rękach dla dodania sobie pewności, powraca w zaskakującej formie na końcu filmu (polecam dobrze się przyjrzeć ostatniemu ujęciu!).

Wrażenie robi także niewątpliwie feministyczna natura filmu. Reżyser postawił bohaterki nie tylko na pierwszym planie, ale także na czele rodziny. To one robią karierę, zarabiają pieniądze i podejmują decyzje – mężowie są lekkoduchami, którym najlepiej wychodzi zabawa z dziećmi. Wiarygodne ukazanie takiego modelu rodziny, z całą złożonością psychologii obu bohaterek, świadczy o niezwykłej wrażliwości Koreedy i udowadnia, że sztuka nie zna podziału na płeć, bowiem „Prawda”, choć jest dziełem mężczyzny, jest filmem niesamowicie kobiecym.

Catherine Deneuve (Fabienne) i Juliette Binoche (Lumir)
Catherine Deneuve (Fabienne)
Juliette Binoche (Lumir)
Juliette Binoche (Lumir) i Ethan Hawke ()
Juliette Binoche (Lumir)
Clémentine Grenier (Charlotte)
Manon Clavel (Manon)
Catherine Deneuve (Fabienne) i Clémentine Grenier (Charlotte)

Dodaj komentarz