ZDRAJCA

„Zdrajca” (Il Traditore) – reż. Marco Bellocchio, Włochy &co 2019

Dziś rekomendacja, która czekała na swój moment niemal 4 miesiące. Dopiero teraz na ekrany trafia włoski film gangsterski spod znaku „Ojca chrzestnego”. Do poziomu kina kultowego doskoczyć trudno, ale – naprawdę – warto obejrzeć! Do czego przekonuje i co wyjaśnia Mateusz.

ZDRAJCA (IL TRADITORE)

Rekomenduje: Mateusz Jeleń

HONOR WŚRÓD GANGSTERÓW

Ciężkie jest życie gangstera. Z jednej strony musi wiecznie uciekać przed prawem, a z drugiej obawiać się, czy jego wspólnicy w zbrodni pewnego dnia nie obrócą się przeciwko niemu. W takiej sytuacji znajduje się Tommaso Buscetta, którego ostatnie dwie dekady życia przedstawia w „Zdrajcy” Marco Bellocchio.

Bellocchio, biorąc na tapetę wydarzenia historyczne, często ukazuje je w lekko oniryczny sposób. Niczym wspomnienia zmieszane ze snami lub nawet koszmarami osób biorących w nich udział, montując je w dynamiczny, można powiedzieć, chaotyczny sposób. „Zdrajca” jednak częściowo odchodzi od tego stylu. Jest większy w skali, z dużym naciskiem na elementy biograficzne. Ale nawet jeśli zaszufladkujemy go jako „zwykły” film gangsterski, to trzeba przyznać, że reżyser w ramach tego gatunku tworzy dzieło naprawdę unikatowe.

 „Zdrajca” rozpoczyna się sceną przyjęcia z okazji zawiązania sojuszu dwóch klanów. Zasypuje nas dziesiątkami nazwisk, wyświetlając je na ekranie obok twarzy ich właścicieli. Niczym obiektywny reportaż, mający przedstawić działania i historię „cosa nostry” (sycylijskiej mafii). To wrażenie jednak szybko zostaje przerwane wraz z odgłosami pierwszych strzałów. Bellocchio oszukał widza, tak samo jak jedna strona sojuszu oszukała drugą. Rozpoczynają się czystki, tzw. wielka wojna klanów. Dopiero co wprowadzone do historii postacie zostają z niej po chwili „wyprowadzone” w scenach krwawych morderstw. A reżyser ponownie wyświetla ich nazwiska – niczym nekrologi. Nie poznajemy szerszego kontekstu konfliktu. Film nie marnuje czasu na ekspozycję. Zostaje sam czyn morderstw i reakcje głównego bohatera.

To właśnie on, Tommaso Buscetta, zagrany fenomenalnie przez  Pierfrancesco Favino, stoi w centrum filmu. „Zdrajca” nie idealizuje go. Buscetta nie jest „dobrym mafiozą” (o ile istnieje ktoś taki), ale jego przedstawienie w filmie budzi empatię. Aresztowany, przesłuchiwany, poddawany torturom – nie łamie się. Nawiązuje gorzką relację z czołowym sędzią sztabu antymafijnego. Dyskutują na temat honoru wśród gangsterów. Mitu włoskiego mafiozy, jako głowy rodziny, człowieka cnotliwego, trzymającego się ściśle swojego kodeksu moralnego (jak legendarny Vito Corleone). Czy jest on tylko mitem? Fasadą, za którą kryją się okrutni zbrodniarze? Buscetta zdecydowanie uważa, że honor wśród gangsterów jest już martwy, wyparty przez chciwość. Bohater „sypie”. Staje się zdrajcą. Informatorem. Ale kto tak naprawdę zdradził? On, czy ci, którzy wyłącznie dla władzy złamali sojusz i rozpoczęli mordy, zabijając również niewinne osoby trzecie? Odpowiedź w filmie oczywiście jest dość jasna.

Nazwany przez publikę i przez mafię: „pentiti” (skruszonym), Buscetta staje się symbolicznym końcem mitu gangstera, „honorowym kapusiem”. Łamiąc najświętszą przysięgę mafijną, paradoksalnie jako jedyny utrzymuje się przy kodeksie moralnym, którym „cosa nostra” usprawiedliwia swoje czyny. Wypominając im ich dobitną i narcystyczną hipokryzję.

„Zdrajca” jest świetnym portretem człowieka, który zburzył mafię. Z gracją korzysta z klasycznych gatunkowych elementów, wyróżniając się przy tym w gronie biografii gangsterów. Szarpie za emocje kiedy trzeba, szokuje kiedy trzeba, ale przede wszystkim buduje skomplikowaną postać Tommasa Buscetty.

Pierfrancesco Favino jako Tommaso Buscetta

Dodaj komentarz