TENET

„Tenet” – reż. Christopher Nolan, USA 2020

Świeżynka, jeszcze nie każdy widział – ale wielu na pewno sprawdzi, w jakiej formie jest Christopher Nolan. Oczekiwania były/są niebotyczne. A pokusa, by wziąć udział w eksperymencie z czasem, jest silna. Komu przypadł do serca?

Rekomenduje: Jakub Chojnacki

TENET

Christopher Nolan jest uznawany za jednego z najlepszych współczesnych amerykańskich reżyserów. Jako jedyny jest w stanie kręcić wysokobudżetowe hity, jednocześnie nie rezygnując z wartości intelektualnej i artystycznej. Można powiedzieć, że jest gwarantem jakości, mimo iż jego ostatnie filmy spotkały się z niejednoznacznym przyjęciem. Osobiście zarówno „Interstellar” jak i „Dunkierkę” uważam za bardzo udane filmy, pomimo swoich wad. Niestety w „Tenet” dostaliśmy swoiste apogeum problemów toczących kino Nolana.

Film zaczyna się obiecująco, bo od sceny akcji, które zawsze u Nolana wypadają bardzo dobrze. Zdjęcia Hoyte van Hoytemy z użyciem szerokich obiektywów, przywołują na myśl kino Terrence’a Malika lub Alfonso Cuarona, osadzają nas w samym środku akcji. Pulsująca ścieżka dźwiękowa Ludwiga Göranssona wprowadza nas w niepokojący nastrój dystopijnego świata. Jednak gdy sceny akcji się kończą, zaczynają się problemy.
Dialogi bowiem mają niemal jedynie zadanie ekspozycyjne. Postaci wymieniają się informacjami na temat dalszych działań lub wyjaśniają zasady działania „cofania się w czasie”, a gdy już mówią coś o sobie, wychodzi to nienaturalnie. Warto powiedzieć, że w „Dunkierce” również nie mieliśmy wiele informacji o postaciach, ale w tam to działało, gdyż ograniczono dialogi do absolutnego minimum i mieliśmy trzy osobne wątki z różnymi bohaterami, przez co cały czas byłem zainteresowany fabułą. W „Tenet” mamy cztery główne postaci i żadna z nich nie ma nawet ciekawej motywacji. Kenneth Branagh jest tu przerysowany niczym złoczyńca z serii o Jamesie Bondzie i trudno było mi go traktować jako poważne zagrożenie, zwłaszcza w filmie, który ma aspiracje, by być czymś więcej niż zwykłą popcornową rozrywką. Najciekawszy jest tu Robert Pattinson, który swoją charyzmą sprawia, iż chce się go oglądać na ekranie. Elizabeth Debicki gra dobrze, ale jej postać jest bardzo pretekstowa. Już w „Interstellar” Nolan pokazał, że bardziej interesuje go przedstawianie pomysłów naukowych niż postaci, jednak w tamtym filmie nie odczułem tego tak mocno. Tenet niestety im dłużej trwał, tym mniej z niego rozumiałem i byłem coraz bardziej zmęczony i znudzony.

Myślę, że tak jak dotychczas, Nolan stworzył film, który wymaga kilku seansów, aby go zrozumieć, ale ja nie mam ochoty wracać do „Tenet”, przez nudnych bohaterów. Jeśli reżyser dalej będzie kładł większy nacisk na sceny akcji niż na stworzenie ciekawych postaci, mam nadzieję, że przynajmniej zrobi to tak, jak w „Dunkierce”.

John David Washington (Protagonista)
Robert Pattinson (Neil)
John David Washington & Robert Pattinson
Elizabeth Debicki (Kat)
John David Washington

Dodaj komentarz