MOŻE PORA Z TYM SKOŃCZYĆ

„Może pora z tym skończyć” (I`m Thinking of ending things) – reż. Charlie Kaufman, USA 2020

Zaproszenie na seans filmu Kaufmana to drogowskaz zjazdu z autostrady. To nie mainstream. Kaufmanowska „Anomalisa”, „Zakochany bez pamięci” czy „Synekdocha” to wcześniejsze tytuły, które obiecują, że i tym razem nie będzie banalnie. Nie w kinach, lecz na Netfliksie. Pora, by obejrzeć.


Rekomenduje: Marcin Łukomski

MOŻE PORA Z TYM SKOŃCZYĆ

„Może pora z tym skończyć” – to pierwsze słowa, które padają w najnowszym dziele Charliego Kaufmana. Rozpoczynają wewnętrzny monolog głównej bohaterki, która właśnie wybiera się w podróż, by poznać rodziców swojego chłopaka, pomimo przeczucia, że ich związek nie ma przyszłości. Opisuje jak tytułowa myśl zagnieździła się w jej głowie, pojawia się wciąż na nowo, nie pozwalając się od niej uwolnić.
I faktycznie, tych pięć słów rezonuje przez cały film, ciągle powraca w myślach bohaterki i odbija się echem w zbolałych twarzach i zrezygnowanych gestach wszystkich postaci. Na całą historię pada cień duszącego uczucia bezsilności: wobec otaczającego świata, wobec innych ludzi, nawet wobec siebie. Te emocje potęguje złowieszczy dźwięk wyjącego wiatru i wszechobecna szarość. Nieprzypadkowo wyprane z barw kadry zaburza główna bohaterka ze swoimi czerwonymi lokami i kolorowym ubraniem – w końcu to ona jako jedyna kwestionuje otaczającą ją rzeczywistość i rozgrywające się wydarzenia.

Kaufman swoim dotychczasowym dorobkiem artystycznym dowiódł, że jest mistrzem pisania scenariuszy – ma dar angażowania widza i oryginalnego przedstawiania motywów, które skądinąd mogłyby wydawać się ograne. I choć tym razem scenariusz jest adaptacją książki Iana Reida, to idealnie wpasowuje się we wcześniejsze prace Kaufmana. Co ciekawe, momentami można odnieść wrażenie, że „Może pora z tym skończyć” balansuje na granicy między filmem fabularnym a medytacją na tematy filozofii, sztuki, ludzkiej natury i społecznych norm. Przez lwią część filmu bohaterowie zamknięci są w poruszającym się po „zdradliwych drogach” samochodzie, a akcja sprowadzona zostaje do przeplatających się ze sobą rozmów i wewnętrznych rozważań protagonistki.

Film zgrabnie unika dłużyzn i utrzymuje uwagę widza, w odpowiednich momentach zmieniając miejsce akcji i odkrywając kolejne wskazówki prowadzące do prawdziwego sedna historii. Opowieść usiana jest szczegółami, które mają wzbudzić podejrzliwość uważnego widza: pewne elementy powracają w zmienionej formie, niczym mgliste wspomnienia, rozmowy zaczynają wydawać się atakiem, mającym na celu zburzenie myśli bohaterki, zdradliwe stają się nie tylko drogi, lecz cała rzeczywistość, a tytuł powoli zaczyna nabierać nowego znaczenia.

„Może pora z tym skończyć” to niezwykle ciekawa podróż w głąb człowieka, razem z jego lękami, marzeniami i uczuciami. Film naładowany jest olbrzymim ładunkiem emocjonalnym i intelektualnym. Momentami seans budzi dyskomfort, lecz przy tym fascynuje, nie pozwalając oderwać się od ekranu, a poruszane w nim motywy na długo pozostają w głowie widza, tak jak tytułowe słowa w głowie bohaterki.

Jessie Buckley (Dziewczyna) i Jesse Plemons (Jake)
Jessie Buckley (Dziewczyna) i Jesse Plemons (Jake)
Jessie Buckley
Jessie Buckley (Dziewczyna) i Jesse Plemons (Jake) oraz Toni Colette i David Thewlis (rodzice Jake`a)

Dodaj komentarz