
IŚĆ, CIĄGLE IŚĆ
Rekomenduje: Juliusz Korczyński
Niedawno, w ramach poznańskiej edycji festiwalu Millenium Docs Against Gravity, miałem sposobność obejrzeć film Wernera Herzoga „Nomada. Na tropach Bruce’a Chatwina”. Ta produkcja to spotkanie dwóch niezwykłych osobowości: niedocenianego pisarza i podróżnika, który zmarł młodo na AIDS oraz wybitnego niemieckiego reżysera filmowego; ludzi, których przyjaźń była niezwykle owocna, choć trwała tak krótko. Jej owocem były filmy Herzoga: „Krzyk kamienia” i „Cobra Verde”, oparty na książce Chatwina. Nomada jest wędrówką śladami tej tajemniczej postaci, opartą na jej książkach. Badamy więc pieśni Aborygenów i wykopaliska w Patagonii. Przeglądamy notatniki i swoiste domowe fetysze bohatera filmu, zagłębiając się w jego świat.
Obraz rozpoczyna się niespiesznie, od wspomnień domu rodzinnego Chatwina, jednak potem „Nomada” wprowadza widzów w atmosferę niemalże mistyczną, chociażby poprzez sceny z filmów Herzoga (np. 10 000 tysięcy wiatraków z filmu „Znaki życia”) i wgląd (choć nieznaczny i pozostawiający wiele niedomówień) w rytuały patagońskich plemion, które nigdy nie zostały dokładnie zbadane przez antropologów. W innym momencie widzimy ostatni wywiad z Chatwinem w okresie zaawansowanej choroby; na naszych oczach ukazuje się tragedia. Poznajemy również trudne życie Chatwina – obieżyświata i marzyciela. Ta niejednoznaczna postać ciągle wprowadza w film nowe wątki i bardzo dobrze, że produkcję podzielono na rozdziały, bo inaczej można by się pogubić. Warto jeszcze wspomnieć, że w „Nomadzie” często pojawia się motyw „siły chodzenia” uwielbiany przez Chatwina i Herzoga zarazem. Chodzi o terapeutyczne i rozwijające kreatywność właściwości chodzenia. To niezwykle ciekawa koncepcja, którą – moim zdaniem – warto praktykować, nie tylko ze względu na uzyskiwanie tężyzny fizycznej, ale też jako czynność budującą i rozwijającą, która pomaga tworzyć wspaniałe dzieła, między innymi literackie.
Film polecam jako fascynujące doznanie, które zachęciło mnie do zapoznania się z niedocenianą twórczością Chatwina, jedyną w swoim rodzaju ze względu na wgłębianie się w życie społeczności i grup etnicznych z szacunkiem i jednoczesną ciekawością. A jednocześnie Chatwin opowiada przy tym swoją własną historię, równie ciekawą. Dużo od siebie wkłada również Herzog: to on jest narratorem, to on podróżuje po świecie śladem swego przyjaciela. Opowiada o tym, jak silne więzi połączyły jego i Chatwina już przy pierwszym spotkaniu; wspomina wizytę ciężko chorego Chatwina na planie filmu „Cobra Verde”; mówi też o tym, jak duch Chatwina towarzyszył mu w trudnych chwilach na planie obrazu „Krzyk kamienia”. Swój głos dostaje też wdowa po Chatwinie, wspominająca trudne, ale też piękne życie u boku tej tajemniczej postaci. Ciekawe są też osobiste rozmowy reżysera filmu z biografem Chatwina – Nicholasem Shakespeare’m .
Jeśli miałbym jednym zdaniem podsumować seans, to powiedziałbym, że film Herzoga to zróżnicowana, bogata opowieść o pięknie podróży i rozmowy.


