
W poszukiwaniu klucza… Kontekst filmów Marvela, galeria jokerskich wcieleń, socjologia, psychologia czy psychiatria? Czas na „JOKERA”. Dwugłos Marcina i Natalii.
Rekomenduje: Marcin Łukomski
CZAS (SZALONYCH) ZMIAN
Jokera chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Postać klauna – geniusza zbrodni już dawno trafiła do kanonu popkultury. Nietrudno rozpoznać jego zielone włosy, białą twarz i kolorowe ubranie. Jednak każda ekranowa wersja komiksowego złoczyńcy jest inna, unikalna. Każdy kolejny aktor wciela w życie własną wizję tej niezwykłej postaci. Może to zasługa świetnej kreacji Joaquina Phoenixa lub też uczynienia z szalonego klauna bohatera pierwszoplanowego, ale jego najnowsze wcielenie zdecydowanie wyróżnia się na tle poprzedników.
W „Jokerze” zamiast bezimiennego, siejącego postrach arcywroga Batmana do czynienia mamy ze zwykłym człowiekiem. Protagonista filmu – Arthur Fleck, za dnia pracuje jako klaun, chwytając się różnych zleceń, jak zabawianie chorych dzieci w szpitalu lub reklamowanie wyprzedaży w zamykającym się sklepie. Zaś po powrocie do domu zajmuje się chorowitą, niestabilną psychicznie matką i z zamiłowaniem ogląda w telewizji program komediowy, marząc przy tym o karierze komika.
Jednak Arthur nie do końca wpisuje się w szablon typowego obywatela. Brak mu doświadczenia w relacjach międzyludzkich i zmaga się z problemami psychicznymi oraz z rzadką chorobą powodującą niekontrolowane napady śmiechu. Przez swoją odmienność mężczyzna staje się obiektem drwin i pada ofiarą przemocy. I choć usilnie próbuje w tym okrutnym świecie przetrwać, to bez żadnego wsparcia i współczucia ze strony społeczeństwa jego droga do szaleństwa staje się jedynie kwestią czasu. W końcu nawet najpotulniejszy pies, męczony wystarczająco długo, kiedyś ugryzie.
Lecz, jak się okazuje, nie tylko Arthur znajduje się na skraju załamania. Rozgrywający się w tle wątek obywateli Gotham uzupełnia i przeplata się z historią naszego protagonisty. Na brudnych, szarych ulicach miasta króluje przemoc, a ludzie ledwo wiążą koniec z końcem. Politycy, którzy sami przyczynili się do wyniszczenia tej społeczności, w telewizji kreują się na zbawicieli, wykorzystując panujący chaos, by przeciągnąć wyborców na swoją stronę. Całe miasto kotłuje się od narastających emocji i spięć, które nierozwiązane mogą doprowadzić do katastrofy.
Todd Phillips w ciekawy sposób zestawia ze sobą upadek człowieka z upadkiem ogółu społeczeństwa. Fikcyjną historią zwraca uwagę na problemy, z którymi sami zmagamy się w prawdziwym świecie, od chorób psychicznych, przez przemoc, po ubóstwo i podziały społeczne. Ze względu na styl i tematykę filmu „Joker” nie przypomina typowej produkcji superbohaterskiej. Wręcz może nasuwać się pytanie, czy cała ta komiksowa otoczka była tu w ogóle potrzebna? W końcu poza pseudonimem i charakteryzacją głównego bohatera trudno jest doszukać się większych podobieństw do jego komiksowego odpowiednika. Nie ma tu również scen akcji typowych dla wcześniejszych dzieł Marvela i DC, a postacie nie sypią żarcikami, by rozładować atmosferę.
Choć może to i lepiej? Może dzieło Phillipsa jest dokładnie tym, czego ten dość powtarzalny gatunek potrzebował? W końcu coraz więcej wysokobudżetowych produkcji stawia na przekaz i wizję artystyczną reżysera, owocując przy tym filmami wymagającymi i angażującymi. W ostatnich latach takie zjawisko mogliśmy zaobserwować w innych bardziej rozrywkowych gatunkach, takich jak horror czy science-fiction, a zarobki i recenzje „Jokera” napawają nadzieją, że podobna rewolucja może nastąpić także w kinie komiksowym. Pozostaje nam jedynie trzymać kciuki i czekać na kolejne ambitne filmy superbohaterskie, które swoje powstanie zawdzięczać będą pewnemu szalonemu mężczyźnie w cyrkowym makijażu.
Rekomenduje: Natalia Kalka
DRAMAT PSYCHOLOGICZNY
Genialnym posunięciem reżysera było przesunięcie środka ciężkości z kina komiksowego na kino psychologiczne. Postać, którą nawet najmniej wtajemniczeni kojarzą z opowieścią o Gotham, mieście superbohaterów, tutaj funkcjonuje jak człowiek chory psychicznie, zagubiony w świecie, w którym nikt go nie akceptuje. W erze wielkich uniwersów i królowania superbohaterskich blockbusterów „Joker” zdecydowanie wyróżnia się tym, że nie podąża w stronę zabawienia publiczności.
Film jest w zasadzie dość przewidywalny, nie zamierza zmieniać destynacji swojego (anty)bohatera, co jednak nie umniejsza tego, że coraz to kolejne sceny wbijają w fotel . W widzu narasta niepokój, razem z Gotham odczuwa gęstnienie atmosfery i napięcie niemal namacalne w powietrzu. Mistrzowska praca kamery i przepiękne kadry zapadają w pamięć. Mimo śmieci, w których miasto powoli tonie, ujęcia są bardzo estetyczne i warto się wybrać do kina chociażby po to, by podziwiać jak to widowisko jest skonstruowane i przedstawione.
Nie sposób nie wymienić największego atutu tego obrazu z imienia i nazwiska: Joaquin Phoenix. To, co aktor wykreował, przekracza najśmielsze oczekiwania, które Heath Ledger w „Mrocznym Rycerzu” pozostawił na najwyższym możliwym poziomie. Każdy gest, każde słowo, każdy śmiech został opanowany do perfekcji, by wprowadzić w trans i uniemożliwić oderwanie oczu od tańczącego na granicy szaleństwa komika. Fizyczna przemiana Phoenixa szokuje, niektórych wręcz obrzydza. Anorektyczna postura, wystające żebra i obłąkane spojrzenie nie pozostawiają wątpliwości, że w pełni oddał się roli.
„Joker” wykorzystuje znaną postać, aby rozmawiać na temat narastającego niepokoju społecznego oraz niezrozumienia potrzeb mentalnie chorych. Pod płaszczem filmu o narodzinach słynnego księcia zbrodni stara się zrobić coś więcej, nie tylko stworzyć portret psychologiczny tytułowego bohatera, ale także w analogii do niego ukazać biednych i bezsilnych mieszkańców w dystopijnym Gotham ogarniętym chaosem.
Przedstawienie choroby psychicznej jako tykającej bomby, która wybucha, tworząc niebezpieczną dla siebie i otoczenia jednostkę, może skrzywdzić wiele osób borykających się z różnymi zaburzeniami. Film Todda Philipsa igra z ogniem; nie da się jednoznacznie ocenić, czy będzie miał jakiś negatywny wpływ na rzeczywistość czy wręcz przeciwnie, umożliwi rozmowę i skłoni do refleksji uważnego widza. Ryzyko w tej kwestii tworzą głównie media, które wręcz prowokują katastrofę licznymi artykułami i spekulacjami.
Jedno jest pewne – tegoroczny „Joker” jest filmem, obok którego nie można przejść obojętnie.





