OBYWATEL JONES

Obywatel Jones – reż. Agnieszka Holland, Polska 2019

Rekomenduje: Jędrzej Sławnikowski​

Kiedy miesiąc temu Agnieszka Holland odbierała trzecie w karierze Złote Lwy, stając się przy tym gdyńską rekordzistką, nie było słychać głosów zachwytu nad nagrodzonym filmem. Decyzję jury okrzyknięto nietrafioną i polityczną, wskazując, że wygrać powinno „Boże Ciało” Jana Komasy. Teraz gdy „Obywatel Jones” wchodzi do kin, widzowie mogą sami ocenić słuszność tych stwierdzeń.

Gareth Jones, doradca byłego brytyjskiego premiera Davida Lloyda George’a, przeprowadził w 1933 r. wywiad z Hitlerem, po czym bezskutecznie próbował przekonać londyńskie elity, że nowo wybrany kanclerz Niemiec stanowi ogromne zagrożenie. Nie minął nawet miesiąc, gdy walijski dziennikarz był już w podróży za nowym tematem: modernizacją ZSRR, o którą chciał wypytać samego Stalina. Szybko jednak okazało się, że do żadnej rozmowy nie dojdzie, a w Kraju Rad nie panuje wcale taki dobrobyt, jak sądzi się na Zachodzie.

Historia Jonesa ma potencjał zarówno na wstrząsający obraz rodem z tradycji kina rosyjskiego, jak i hollywoodzki hit. „Obywatelowi” bliżej do tego drugiego. Podczas seansu nie mogłem uciec od skojarzenia z ostatnimi produkcjami Spielberga (łączą je m.in. chłodne światło czy podobna scenografia), choć u Holland znajdziemy jednak mniej idealizmu, a więcej mroku. Niestety, nie zmienia to faktu, że jej film jest bardzo oczywisty, prowadzony po linii najmniejszego oporu, przez cały czas trwania jedynie potwierdzający to, co wiemy od samego początku. Chciałoby się zobaczyć tu więcej niuansów, czy to w formie mocnych kontrargumentów, czy zadrapań na kryształowym bohaterze tytułowym. Całe szczęście, że Holland potrafi opowiadać, bo tylko dzięki sprawności realizacyjnej można nazwać jej obraz względnie udanym.

Zachowawczość filmu nie stoi bowiem na przeszkodzie, żeby świetnie się go oglądało. Z uwagi na temat nie jest to seans przyjemny, ale – rzekłbym – bezbolesny, tak pod względem jakości, jak i intensywności wrażeń. Nawet sekwencje ukazujące straszne odkrycia Jonesa nie uderzają widza obuchem po głowie; po części dlatego, że z historycznej perspektywy nie stanowią dla nas zaskoczenia, po części dzięki stale towarzyszącemu nam bohaterowi, którego obecność zmniejsza nieco siłę rażenia najmocniejszych obrazów w filmie.

Pochwalić trzeba świetnie obsadzonego w roli Walijczyka Jamesa Nortona, którego minimalistyczna gra uwiarygodnia jednowymiarowego bohatera i pozwala nam w jakimś stopniu zaangażować się w jego przeżycia. Na drugim planie najbardziej zwracają uwagę Peter Sarsgaard jako Walter Duranty, moskiewski korespondent New York Timesa i Krzysztof Pieczyński w roli komisarza ludowego spraw zagranicznych Maksima Litwinowa. Obaj sprawnie równoważą przyjazną fasadę swych postaci z ich nieczystymi intencjami, nie popadając w schematyczne kreacje szwarccharakterów. Ciekawostką jest też pojawiający się na kilka scen George Orwell, którego „Folwark zwierzęcy” – dość nachalnie cytowany w drugiej połowie filmu – staje się ważnym punktem odniesienia dla artykułów Jonesa.

Najnowszy film Agnieszki Holland to obraz poprawny i wydaje się, że nie ma aspiracji, by być czymś więcej. Reżyserce zależy tu przede wszystkim na przypomnieniu postaci historycznej, która uosabia wiele nie najlepiej się dziś trzymających ideałów. To im – rzetelności, uczciwości, odwadze w mówieniu prawdy – zostaje pośrednio wystawiony pomnik widniejący na jednym z plakatów filmu. Bez wątpienia również to je, a nie faktyczną jakość dzieła, nagrodzono w Gdyni Złotymi Lwami. Indywidualną kwestią pozostanie czy taki werdykt zaakceptujemy, czy nie.

James Norton (Gareth Jones
James Norton (Gareth Jones
James Norton (Gareth Jones), Vanessa Kirby
James Norton (Gareth Jones), Michalina Olszańska
James Norton (Gareth Jones

Dodaj komentarz