BŁĄD SYSTEMU

„Błąd systemu” (Systemsprenger) – reż.
Nora Fingscheidt, Niemcy 2019

Rekomenduje: Dominik Wierski

Minęło już kilka dni, odkąd obejrzałem Błąd systemu. I w natłoku spraw i obowiązków wciąż wracam myślami do tego filmu. W uszach rozbrzmiewają mi przejmujące Ain’t Got No, I Got Life w wykonaniu Niny Simone, ale też pełne furii wrzaski małej Benni, koncertowo zagranej przez Helenę Zengel. W pamięci tkwią również obrazy – finałowa stopklatka, a chyba jeszcze mocniej plama krwi rozjeżdżana łyżwami na miejskim lodowisku oraz różowy kolor, intensywnie odróżniający Benni od reszty otaczającego ją świata. Świata, który nie wie, co z nią zrobić. Świata, na który Benni jest wściekła.

Debiutancki film Nory Fingscheidt to nie jest kino, które przyniesie ukojenie i eskapistyczną przyjemność. Reżyserka przygląda się zagadnieniu, które jest bolesnym znakiem współczesności, a mianowicie skomplikowanym emocjonalnym i psychicznym problemom dzieci. Dziewięcioletnia Benni to przykład lokujący się już w sferze ekstremum – napady szału dziewczynki są tak nieokiełznane i (auto)destrukcyjne, że ręce bezradnie rozkładają już nawet najbardziej doświadczeni i cierpliwi wychowawcy z domów dziecka oraz pracownicy opieki społecznej. Sił nie ma też już matka dziewczynki. Ją osądzać jest najłatwiej, bo rzeczywiście, jest niesłowna i w kilku przypadkach bardzo nieodpowiedzialna. Nie można jej jednak winić za całe zło, które rujnuje życie Benni. O los głównej bohaterki najbardziej troszczą się pani Bafane, która pracuje w pomocy społecznej, oraz Michael, kolejny z pedagogów podejmujących wyzwanie zmierzenia się z najtrudniejszym przypadkiem. Właśnie na tej relacji oparta jest główna linia narracyjna filmu. Kino lubi takich bohaterów jak Michael – przystojny, trochę zagadkowy, niekonwencjonalny w działaniu, szanujący swoich podopiecznych. Komu ma się udać, jeśli nie jemu?

Trudno nie współczuć Benni, gdy znów słyszy, że nie może wrócić do rodzinnego domu albo gdy po kolejnym ataku furii otępiona lekami uspokajającymi leży z otwartymi oczami na szpitalnym łóżku. Mała, dotknięta traumą i skłócona ze światem bohaterka jest spragniona miłości, szczególnie ze strony matki. Kobieta być może nawet kocha swą córkę, ale nie jest w stanie uporać się z tak wielkim problemem, kolejnym w jej i tak już nieuporządkowanym życiu. Zresztą, ma jeszcze synka i drugą córkę, którzy nie będą mogli normalnie rozwijać się przy Benni, dopóki ta pozostanie nieprzewidywalnym wulkanem agresji. Ataki szału dziewczynki mają bowiem inne ofiary – głównie dzieci, które pozostają w jej pobliżu. Jak długo można narażać je na to, by Benni uderzała ich głowami w ławkę w klasie? Film skoncentrowany jest oczywiście na głównej bohaterce, do pewnego momentu nawet lekko manipulując widzem, w porę jednak pozwala uzmysłowić mu skalę zagrożenia płynącego ze strony drobnej dziewczynki ubranej w różową kurtkę. Błąd systemu rozwija się początkowo w zgodzie z dobrze znanymi regułami opowieści o niekonwencjonalnym pedagogu i trudnym podopiecznym. Mam wrażenie, że później na moment traci rytm, by w ostatnich sekwencjach znów zaskoczyć złożonością emocji, do jakich dociera, a także zwrotami akcji, dzięki którym unika schematyczności.

Kino niemieckie jest ostatnio trochę w cieniu innych europejskich kinematografii, lecz bez wątpienia zasługuje na dużo uwagi. Nie ma w nim typowych gwiazd, choć są przecież aktorzy wybitni (moi faworyci to Burghart Klaussner i Sandra Hüller). Twórcy zza zachodniej granicy potrafią jednak w pozornie chłodny, lecz przejmujący sposób dotrzeć do sedna podejmowanego przez siebie problemu, często przy tym zaskakując odejściem od szablonowości. Przede wszystkim zaś umieją tworzyć kino wiarygodne – i taki jest też Błąd systemu. Wchodzący pod skórę film o dziewczynce, która z całej siły kocha i z całej siły uderza.

Rekomenduje: Renata Borowiak

BŁĘDY i TRAUMY

Potwierdzam, że to film mocny, przykuwający uwagę i zawłaszczający emocje. Opowieści o Benni nie sposób zapomnieć i nie sposób się z nią ułożyć. Z jaką emocją wychodzi się z seansu? Z potrzebą oskarżenia tych, którzy skrzywdzili lub nie umieli pomóc? Z niezgodą na to, że zewsząd się Benni wyrzuca i choć to ma uzasadnienie, to jednak pogarsza sprawę? Z politowaniem na myśl o sugestii, by podrzucić dziecko do Afryki (a szerzej – na myśl o braku koncepcji)? Własne emocje nazwać mi trudno, ale nie dominują żadne z powyższych. Być może dlatego, że film Nory Fingscheidt sytuuje socjologię na drugim planie. Tak. Pomimo wglądu w społeczną rzeczywistość domów dziecka, rodzin zastępczych, w pracę opiekunów społecznych czy w nieporadność pogubionych życiowo matek.

Mylący może być polski tytuł, lecz to nie system jest błędny (nie przede wszystkim), to Benni jest kimś, kto każdy system rozsadzi, w każdym zaistnieje jako „błąd” zerujący wszelkie algorytmy. Spragniona miłości, wściekła, bezradna i okrutna, przebiegła i krucha jak szkło. Z amplitudą skrajnych emocji. Benni kradnie nam serca i przeraża niemal jednocześnie.

Film rozgrywa się przede wszystkim w sferze psychologii i relacji. Szczególnie tych, które budzą nadzieję i które tym boleśniej uświadamiają nam bezsilność niosących pomoc. Wspomniani w rekomendacji Dominika Wierskiego: pani Bafane i Micha, a także ciepła i mądra Silvia robią więcej niż można by od nich wymagać. Sami zaskoczeni są swym zaangażowaniem, boją się, że ich „fantazjowanie o ratowaniu małej” jest nieprofesjonalne, spalające, zacierające granice między pracą a życiem. Widz tego od nich oczekuje. Niech ktoś pokocha Benni, uratuje, da jej poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Choćby jedno z tych trojga, do których Benni przecież lgnie. Bo jeśli nie oni, to już doprawdy nie wiadomo, skąd mogłaby przyjść nadzieja.

„Błąd systemu” jest niezwykle intensywny, energetyczny. To na pewno zasługa brawurowej gry dwunastoletniej Heleny Zengel. Dorzućmy ilustrację muzyczną i montaż. Zwłaszcza w scenach, w których eksploduje fobia Benni. Dotyk twarzy uruchamia w niej traumę i niekontrolowany szał. Towarzyszy tym atakom krzyk. Ale też bardzo sensualny montaż, który narusza granice bliskości, przenosząc dyskomfort również na widza. Paradoksalnie jeszcze mocniejsze wrażenie robią sceny wyciszenia, przypominające raczej wyczerpanie niż ukojenie.

Scena w leśnym domku Michaela. Właśnie rzucił czymś w Benni, zapominając, że twarz to strefa zraniona. Nieproporcjonalna reakcja dziecka, świdrujący wrzask i przytulanie w przeprosinach, które z wolna gaszą histerię. Później nocne dotykanie twarzy śpiącego Michy przez Benni, poznawanie, czytanie jak z mapy. Tych kilka scen, w których Micha milczy – gdy wsłuchuje się w Benni sprawdzającą echo przywoływaniem mamy lub gdy wpatruje się w dziewczynkę przypiętą do aparatury, wycieńczoną atakiem. Wyliczam, by spuentować, że świetnie zbudowane są tu relacje. Nieoczywiste, na pewno nie sentymentalne. Niestabilne. Intensywne.

„Błąd systemu” ma naprawdę dobre zakończenie. Decyzja, by tak realistycznie prowadzoną opowieść zakończyć w tak nieoczywisty sposób (surrealistyczny, podwójny, symboliczny) – była dobrą decyzją. Podobnie jak wprowadzenie humoru, o którym wspomina się rzadziej, a przecież jest. Bez niego nokaut byłby nieznośny.

Helena Zengel (Benni)
Helena Zengel (Benni)
Bianca Klaaß (mama Benni) i Helena Zengel (Benni)
Helena Zengel (Benni) i Albrecht Schuch (Michael „Micha” Heller)
Helena Zengel (Benni)
Helena Zengel (Benni)
Gabriela Maria Schmeide (Pani Bafané) i Helena Zengel (Benni)

Dodaj komentarz