44. FPFF w GDYNI

Łukasz tam był, co nieco widział, swoje wie.

Łukasz Klawunn​

FESTIWAL POLSKICH FILMÓW FABULARNYCH W GDYNI, czyli co nowego w polskim kinie

O tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni było głośno już długo przez jego rozpoczęciem. Atmosfera skandalu związana z selekcją filmów do Konkursu Głównego oraz wiszące nad „świętem polskiego kina” widmo bojkotu niewątpliwie zapewniły organizatorom pewien rozgłos, jednak niekoniecznie pożądany. Również w trakcie festiwalu media rozgrzewał do czerwoności temat wycofanego i w ostatniej chwili przywróconego do konkursu filmu Jacka Bromskiego. Nie zamierzam bynajmniej skupiać się na tym, co kontrowersyjne czy, nie szczędząc mocniejszych słów, oburzające. Warto zatem przyjrzeć się samym, prezentowanym w dwóch sekcjach, filmom.

Wśród obrazów zakwalifikowanych do Konkursu Głównego widoczna jest dominacja dużych, historycznych tytułów („Piłsudski”, „Obywatel Jones”, „Kurier” czy „Legiony”). Nie dziwi więc fakt, iż to właśnie film Agnieszki Holland okazał się numerem jeden podczas gali wręczenia Złotych Lwów – chociaż w konkursie znalazły się propozycje zdecydowanie ciekawsze. Nie byłbym sobą, gdybym przynajmniej nie polecił dwóch tytułów, o których będzie niebawem głośno, na które warto czekać i które wyszły spod ręki uznanych już twórców. Mowa oczywiście o „Bożym Ciele” Jana Komasy oraz „Ikarze. Legendzie Mietka Kosza” Macieja Pieprzycy – nie tylko świetna robota reżyserska, ale przede wszystkim dwie genialne role pierwszoplanowe Bartosza Bieleni i Dawida Ogrodnika. Od kilku lat jednak w naszym rodzimym kinie błyszczą debiutanci i to właśnie Bartosza Kruhlika uważam za najcenniejsze odkrycie tego festiwalu. Jego oszczędna w środkach, tajemnicza i pełna emocji „Supernova” nie może pochwalić się wielkimi nazwiskami w obsadzie ani realizacyjnym rozmachem. Opowiedziana w czasie rzeczywistym, w całości rozgrywająca się na wiejskiej drodze, opowieść o ludzkiej tragedii i jej konsekwencjach jest zapowiedzią kolejnego autora, który może jeszcze sporo namieszać w polskim kinie.

Sekcję Inne Spojrzenie zastąpiła w tym roku Panorama Polskiego Kina. Tu w zamierzeniu zobaczyć mogliśmy cały przekrój rodzimych produkcji i rzeczywiście – od czysto rozrywkowych i mało ambitnych tworów jak „Fighter” czy „Całe szczęście”, poprzez bardzo sprawnie zrealizowany, wspaniale zagrany i świetnie przełożony na polskie realia remake „(Nie)znajomi” aż po film niezwykle nowatorski i wyróżniający się artystycznymi ambicjami, a w dodatku kolejny pełnometrażowy debiut, „Eastern” Piotra Adamskiego. To drugi obraz, obok filmu Kruhlika, który chciałbym wyróżnić za świeże spojrzenie i autorski sznyt. Oba zdecydowanie trzeba zobaczyć – „Supernova” trafi do kin prawdopodobnie pod koniec listopada, o polskiej premierze „Eastern” z kolei niewiele wiadomo, dlatego zalecam mieć oczy i uszy szeroko otwarte.

Dodaj komentarz