
Dwa głosy o filmie Żuławskiego (albo Żuławskich). Plakat filmu (zebrał pochwalne noty za niebanalność) sugeruje, że „ten film nie jest dla Ciebie”. Zalecamy przekorę. 😉
Rekomenduje Jakub Chojnacki
„Mowa ptaków” to dzieło trudne w odbiorze, wymagające znajomości, jeśli nie filmografii zmarłego scenarzysty – Andrzeja Żuławskiego, to na pewno kontekstu. Film ten wyreżyserowany jest bowiem przez jego syna – Xawerego Żuławskiego i może być postrzegany jako swego rodzaju epitafium, podsumowujące życie i twórczość Andrzeja Żuławskiego.
Reżyser kreuje świat surrealistyczny, pełen wyolbrzymionych zachowań i postaw, które możemy zaobserwować na co dzień. Daje to pole do popisu wszystkim aktorom, ale warto pochwalić zwłaszcza Sebastiana Fabijańskiego, który pokazał tu cały wachlarz swoich możliwości. Oprócz tego zamieszcza komentarz do obecnej sytuacji politycznej w naszym kraju. W tym aspekcie nie pozostawia suchej nitki na nikim, żadna ze stron nie wydaje się być właściwa, nikt nie chce dyskutować, wszystko sprowadza się do prymitywnej przemocy. Już w pierwszej scenie uczniowie zamieniają lekcję w istne piekło dla nauczyciela. Szokuje to jeszcze bardziej, gdy uświadomimy sobie, że scena była wzorowana na prawdziwych wydarzeniach. Film dla niektórych może być wręcz odpychający, gdyż nie boi się pokazywać wszystkiego z bardzo bliska. Kamera wchodzi między bohaterów, nie możemy od nich uciec wzrokiem, ich emocje są na ekranie najważniejsze. Film stara się również bawić formą, nie przejmując się zasadami, jest wręcz teatralny. To umożliwia mu zahipnotyzować nas, niemal wprowadzić w trans. Nie stara się być przystępny dla przeciętnego widza. Jest bardzo chaotyczny, szalony, lecz w tym szaleństwie jest metoda. Zadaje prowokujące pytania, na które nawet nie stara się odpowiedzieć. Przyjmuje raczej postawę pesymistyczną, gdyż podważa sens szukania odpowiedzi. Jest przez to bardzo przygnębiający i z tym uczuciem nas pozostawia.
Myślę, że film najbardziej spodoba się prawdziwym kinomanom, ale nawet osobom niemającym do tej pory styczności z kinem awangardowym, polecam spróbowanie skonfrontowania się z tym dziełem. Prawdopodobnie seans nie będzie przez większą część czasu przyjemnością, ale myślę, że każdy znajdzie w nim chociaż jedną scenę, dla której warto go obejrzeć.
Rekomenduje: Dominik Wierski
Trudno wyobrazić sobie sytuację, by film podpisany nazwiskiem Żuławski pozostawił jakiegoś widza obojętnym. Dotyczy to zarówno dzieł zmarłego w 2016 roku Andrzeja, twórcy „Diabła” i „Trzeciej części nocy”, jak i jego syna Xawerego, reżysera „Chaosu” i „Wojny polsko-ruskiej”.
„Mowa ptaków” to niezwykłe spotkanie obu twórców – syn reżyseruje w oparciu o scenariusz ojca i składa mu nieoczywisty hołd, a jednocześnie prowokacyjnie odcina się od dominującej w polskim kinie gładkości i przezroczystości filmowej formy. Już pierwsze słowa i migotliwe obrazy „Mowy ptaków” odsyłają do jednego z jej głównych tematów: kina Andrzeja Żuławskiego, ale też kina jako idei. To w kinie znajduje się dusza, jak w pewnym momencie mówi Marian, centralna postać filmu. Co chwilę więc pojawiają się aluzje do dzieł Johna Forda, Romana Polańskiego, Marco Bellocchio, Jean-Luca Godarda, Boba Rafelsona, Nagisy Oshimy i wielu innych. Xawery Żuławski nie zatrzymuje się jednak na poziomie łatwej nostalgii i gry opartej na cytatach. Tworzy drapieżną groteskę, która stanowi komentarz do wielu warstw polskiej (ale chyba nie tylko polskiej) współczesności. To kino zarazem polityczne i intymne, zderzające kicz i pragnienie wielkiej sztuki, brzydotę i potrzebę piękna, agresję i poszukiwanie harmonii. Chaotyczny świat przedstawiany jest za pomocą ujęć zrealizowanych z użyciem nietypowych kątów ustawienia kamery, która zresztą jest w niemal ciągłym ruchu. W niemilknących, często patetycznych dialogach pełno jest zaś błyskotliwych językowych skojarzeń i parafraz, przywodzących na myśl literaturę Ignacego Karpowicza czy Doroty Masłowskiej.
Koniecznie trzeba też wspomnieć o niewątpliwym atucie filmu, jaki stanowi muzyka skomponowana przez Andrzeja Korzyńskiego, wieloletniego współpracownika Andrzeja Wajdy i Andrzeja Żuławskiego. Kompozycje Korzyńskiego bardzo często są silnie osadzone w estetyce epoki, w której powstały, ale jednocześnie wymykają się prostej klasyfikacji i brzmią znakomicie także po wielu latach od momentu premiery. W „Mowie ptaków” kompozytor wyraźnie zaznacza swój styl. Jego muzyka jest eklektyczna i nie tyle dookreśla obraz, co wchodzi z nim w dialog. Niekiedy w ironiczny sposób podkreśla kicz i duchową miałkość, innym razem pulsuje nerwowym rytmem anonimowego i groźnego miasta, ale z drugiej strony – wzmacnia też liryczny ładunek poszczególnych scen. Wówczas podkreśla momenty, w których bohaterowie dotykają nagle jakiejś niezwykłości, zyskując inną perspektywę spojrzenia na rzeczywistość. Dzieje się tak np. w długiej sekwencji, która stanowi najbardziej czytelną aluzję do osoby i twórczości Andrzeja Żuławskiego. Zresztą, to do słów jego autorstwa Korzyński skomponował muzykę przebojowej piosenki „Dziewczyna zła”.
„Mowa ptaków” jest gęsta od znaczeń i prowokujących spostrzeżeń. Na pewno nie każdy zaakceptuje wizję Andrzeja i Xawerego Żuławskich, bez wątpienia jednak jest ona jedną z najbardziej oryginalnych propozycji intelektualnych i formalnych w polskim kinie w ostatnim czasie.
Żuławski i Żuławski – obojętność jak zwykle nie wchodzi w grę.


