
Jeśli zadajecie sobie pytanie, czy można coś nowego (lub jakoś inaczej) opowiedzieć o problemie wykorzystywania nieletnich w Kościele, ten tekst jest dla Was. Mierzy się z tą samą wątpliwością (i daje odpowiedź).
Rekomenduje: Jędrzej Sławnikowski
François Ozon nie jest może reżyserem wybitnym, ale na pewno różnorodnym. Najlepiej było to widać dwa lata temu, kiedy niemal równocześnie do polskich kin wprowadzone zostały elegancki dramat historyczny „Frantz” i erotyczny thriller „Podwójny kochanek”. Najnowsze dzieło Francuza – nagrodzone Srebrnym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie „Dzięki Bogu” to znów zupełnie co innego.
Film opowiada prawdziwą historię grupy mężczyzn, których łączy wspólne doświadczenie z przeszłości: wszyscy byli molestowani przez tego samego księdza. Temat pedofilii w Kościele jest w ostatnich latach coraz częściej pokazywany w kinie, toteż trudno oglądać „Dzięki Bogu” bez kołaczących z tyłu głowy wcześniejszych produkcji mierzących się z tym zagadnieniem. Dla polskiego widza będą to przede wszystkim głośne „Tylko nie mów nikomu” i „Kler”; wiele osób pamięta też na pewno amerykański „Spotlight” (który zresztą zostaje przywołany przez Ozona w jednej ze scen za pomocą wiszącego na ścianie plakatu). Na tle tych filmów „Dzięki Bogu” wydaje się bodaj najbardziej wyważonym głosem w tak emocjonującej sprawie. Nie ma tu przerysowania z hitu Smarzowskiego, bezwzględności dokumentu Sekielskich ani publicystycznego zacięcia, z jakim skalę opisywanego zjawiska odkrywają bohaterowie dramatu McCarthy’ego. Reżyser skupia się na ofiarach, opowiadając ich historie i śledząc podejmowane przez nich działania. Oskarżony ksiądz na ekranie pojawia się (nie licząc krótkich retrospekcji) zaledwie kilka razy, także jego przełożeni ukazywani są jedynie jako rozmówcy bohaterów, ewentualnie przy okazji oficjalnych wystąpień. Sam Kościół pozostaje na drugim planie; na pierwszym Ozon stawia ludzi pokrzywdzonych przez jego zaniedbania.
Takie podejście owocuje filmem sprawiedliwym i nieefektownym. Reżyser nie ucieka przed zobrazowaniem procedur kościelnych jako wysoce wątpliwej drogi do sprawiedliwości, fantastycznie wykorzystując w tym celu rzadko spotykaną w kinie narrację epistolarną; nigdy nie popada jednak w przesadny antyklerykalizm. Najważniejsze jest bowiem dla niego wierne oddanie walki bohaterów, która z indywidualnej staje się w miarę rozwoju zdarzeń walką wspólną. To w tym leży sedno „Dzięki Bogu”: mimo różnic społecznych, ekonomicznych, także religijnych (niektóre z ofiar przecież nadal są i chcą być członkami Kościoła) bohaterowie dzielą podobną traumę i podobną determinację, aby prawda wyszła na jaw. Film Ozona to solidna i delikatna opowieść o wspólnej odwadze, wspólnym gniewie i wspólnej wierze w sprawiedliwość. Zdecydowanie warto poświecić mu czas.

