GDZIE JESTEŚ, BERNADETTE?

Where’d You Go, Bernadette – reż. Richard Linklater, USA 2019

CZY WARTO SZUKAĆ BERNADETTE?
Miał być dwugłos: „tak” i „nie”, ale obojgu nam się plączą zachęty i ostrzeżenia. Potrzebna pomoc, by rozstrzygnąć. 😉

Tomek Begier​:
Richard Linklater znany jest przede wszystkim jako twórca projektów „długoterminowych”. Przez 12 lat kręcił nominowany do Oscara w 6 kategoriach „Boyhood” (2014), jest też autorem trylogii „Przed wschodem słońca” (1995), „Przed zachodem słońca” (2004) i „Przed północą” (2013). Trudno oprzeć się wrażeniu, że jego najnowsze dzieło, „Gdzie jesteś, Bernadette?”, jest filmem zdecydowanie mniej przemyślanym. Główną bohaterkę, Bernadette Fox (Cate Blanchett), znaną architektkę, poznajemy w momencie kryzysu. Mimo planowanej wraz z kochającymi mężem i córką wycieczki na Arktykę powoli pogrąża się w braku twórczej weny, niewykorzystanych lekach na receptę i sąsiedzkich konfliktach. Nie ma wątpliwości, że to Blanchett właśnie na swoich barkach dźwiga cały film; Linklater stawia ją w absolutnym centrum wykreowanego świata, a wszystkie pozostałe wątki są jedynie addycją/komentarzem dodanym do jej postaci.

Moim zdaniem największą wadą „Bernadette” jest brak zdecydowania, czym właściwie miałoby to dzieło być. Linklater pozornie swobodnie żongluje różnymi konwencjami – „wyjściowo” film jest powolnym melodramatem, czasami niespodziewanie zmienia się w dokument, a jeszcze w innych momentach zaczyna realizować konwencję thrillera. W rzeczywistości jednak negatywnie rzutuje to na ciągłość akcji – podczas gdy widz zaczyna przyzwyczajać się do przedstawianego świata, powoli utożsamia się z bohaterką, reżyser sprawia nagle wrażenie, jakby zmienił zupełnie swoją wizję. W efekcie zostajemy pozostawieni z uczuciem niedosytu – mimo teoretycznego dobrego poznania bohaterki z wielu perspektyw, zakończenie mające przynieść katharsis wypada blado i banalnie. Warto wspomnieć też o wyjątkowo tendencyjnej, bezwyrazowej muzyce towarzyszącej melodramatycznym momentom – próba stworzenia większej immersji i bliskości z bohaterami powoduje, że scenom tym bliżej do parodii, niż do tego, do czego Linklater zdążył nas w swoich dziełach przyzwyczaić.

„Gdzie jesteś, Bernadette?” jest zdecydowanie filmem ważnym – Blanchett robi co może, by wyciągnąć z kiepskiego pomysłu jak najwięcej, a Linklater wciąż pozostaje jednym z najważniejszych współczesnych reżyserów. Ja osobiście zdecydowanie uznaję jednak film za jedną z największych porażek reżysera. Postać Bernadette ma w sobie pewną melancholijną, trudną do zdefiniowania aurę, a Blanchett próbująca to uchwycić jest jedynym, moim zdaniem, jasnym punktem, dla którego warto poświęcić prawie dwie godziny swojego czasu.

Renata Borowiak​:
Nie wiem, dlaczego Tomek twierdzi, że tu zachodzi żonglerka konwencjami. Od początku aż po koniec: kino familijne. Outsiderka, której demonstracyjnie nie znoszą wszystkie porządnickie panie z okolicy, okazuje się świetną matką, kobietą i artystką. Więź między córką a mamą – wzruszająca. Mąż przejrzy na oczy. Co zgubione, to się znajdzie. Magiczny medalion przepowie 16 cudów. Brakuje tylko Coca-Coli i pana Mikołaja (świętego). Ale jest dużo śniegu, więc blisko.

I tak zobaczyć warto. Dla Cate Blanchette (Bernadette), marudnej, introwertycznej, poirytowanej ludzkością (i każdym poszczególnym człowiekiem z osobna). Życie sąsiedzkie przedstawione jest z przesadną satyrą. Motyw rosyjskiego gangu – niewiele wnosi. Po wyjściu z kina piosenka Cyndi Lauper „Time After Time” nie będzie się chciała odczepić (w czym widzę jednak pewien dyskomfort). A mimo to kilka scen sprawiło mi dużą przyjemność. Cała sekwencja retrospekcji. I ten moment, gdy Bernadetta z błyskiem w oku chce pozyskać transport na biegun. Ostrzeżenie: tam wytrzymają tylko niedostosowani do życia. Jej riposta: To ja! Trenowałam to przez 20 lat! Przed seansem naszła mnie myśl, by być dla ludzi miłą, po seansie pomyślałam, że wredota też jest atrakcyjna. Film terapeutyczny i z przesłaniem (liczba mnoga, najważniejsze: trzeba tworzyć, by nie zmarkotnieć).

Cate Blanchett
Cate Blanchett, Bee Branch, Billy Crudup

Dodaj komentarz