KRÓLOWA KIER

Królowa Kier – reż. May el-Toukhly, Dania, Szwecja 2019

Wracamy do dwóch filmów z listy Natalii i Marcina. Dziś „Królowa Kier” (tytuł późnej wiosny). Głos zabiera Ania, ja (RB) dopowiadam, bo nie mogę się powstrzymać. 😉

Rekomenduje: Ania Falbierska​

W jednej z początkowych scen bohaterka filmu, Anne, wchodzi do pokoju Gustava, zauważa książkę i pyta, o czym jest. W odpowiedzi słyszy: „po prostu o mężczyźnie”. O czym jest „Królowa Kier”? – odpowiem: „po prostu o kobiecie”.

Kobiecie w kwiecie wieku, spełnionej prywatnie i zawodowo – kochającej żonie i matce, cenionej prawniczce specjalizującej się w sprawach związanych z molestowaniem nieletnich.

Zdarza się, że w wyniku splotu zdarzeń, za przyczyną jednej tylko osoby, budowana przez lata wewnętrzna równowaga, sypie się jak domek z kart. Czym jest moralność wobec nagłości pożądania? Czym jest rutyna wobec powiewu utęsknionej młodości?

Subtelny minimalizm skrywa złożone emocje. Zaczyna się niewinnie, od spojrzeń i krótkiej wymiany zdań. Nastoletni pasierb, który znienacka pojawił się w sielankowej scenerii domu swego ojca, stopniowo zaprowadza w nim nieład.
Rozbudza w Anne coraz silniejsze żądze i kompleksy. Ostatecznie, to właśnie nagromadzenie wielu drobnostek doprowadza kobietę do romansu z młodym Gustavem. A konsekwencje? Na szali stawia przecież wszystko, co dotychczas osiągnęła. Czy byłaby gotowa pozwolić na stratę tego, o co całe życie zabiegała, co nadal jest jej tak drogie? Emocje nie przyćmiewają jej umysłu dostatecznie, nie na tyle, żeby nie potrafiła znaleźć planu wyjścia, który pozwoli jej utrzymać aktualny status. Koszta są ogromne. Królowa Kier bierze wszystko.

Rekomenduje: Renata Borowiak​

Ja na dnie serca mam niepewność, czy nie sygnalizować jakiejś granicy wiekowej, a przynajmniej ostrzeżenia, że film ma dużą siłę rażenia. Widziałam tego lata wiele dobrych filmów, a żaden nie wstrząsnął mną tak, jak czerwcowy seans „Królowej…”.

Nawet nie w tym rzecz, że historia Anne koresponduje z nadużyciami, o których donoszą współczesne media. To się zdarza, to krzywdzi, zostawia ślad lub – jak tu – prowadzi do ostatecznego finału. I nie w tym, że Anne jest dominująca, umie manipulować, że gra jest nierówna i oglądając, czujemy wściekłość i naznaczamy bohaterkę etykietą „czarny charakter”.

Tym, co nie dawało mi spokoju na długo po seansie, było napięcie zbudowane tak misternie, że chapeau bas! dla kobiecego tercetu: reżyserki (May el-Toukhy), scenarzystki (Maren Louise Käehne) i aktorki (Trine Dyrholm).

Minimalnie odsłonię: chłopak pojawia się w willi, by odnaleźć kontakt z ojcem. Zależy mu na tym tak bardzo, że działa desperacko. Okrada dom, by zwrócić na siebie uwagę. Anne powie wówczas – dając do zrozumienia, że ma go w szachu – „ja znam system”. Jaka jest wiarygodność nastolatka zadzierającego z prawem? Anne zna system więcej niż dobrze. Widziała jak nieraz niszczył jej klientki, dziewczyny, doświadczone molestowaniem. Sama była jedną z ofiar (tajemnica dzieciństwa pogłębia jej portret). To kobieta, która walczy o prawa innych, ale bez złudzeń, że sprawiedliwość jest realną siłą.

Nic jej nie usprawiedliwia. Tyle jednak tropów sugeruje wrażliwość Anne, że oczekiwanie na katharsis (wyznanie, skruchę, eksplozję poczucia winy) jest potężne. I niezaspokojone. Nie do pojęcia!

Trine Dyrholm (Anne)
Trine Dyrholm (Anne) i Gustave Lindh (Gustave)

Dodaj komentarz