SŁODKI KONIEC DNIA

Słodki koniec dnia – reż. Jacek Borcuch, scen. Jacek Borcuch & Szczepan Twardoch, Polska 2019

Polska pisarka laureatką Nagrody Nobla! Radość! Gratulacje!
Tym bardziej, że Olga Tokarczuk wiele ma z kinem wspólnego (bywalcy Nowych Horyzontów mijają Ją na korytarzach, reżyserzy sięgają po inspirację – m.in. „Żurek” (2003), „Aria Diva” (2007), „Pokot” (2017).
Gdy tak czekamy na Jej grudniowe przemówienie noblowskie, to przypomnijmy, że całkiem niedawno historię fikcyjnej literackiej noblistki wyreżyserował Jacek Borcuch. W Gdyni jego film „Słodki koniec dnia” przeszedł niezauważony, ale Sundance podbił aktorstwem.

Rekomenduje: Klaudia Kozłowska

„Słodki koniec dnia” to film, po obejrzeniu którego będziemy oczarowani grą aktorską Krystyny Jandy i Kasi Smutniak, muzyką Daniela Blooma i wspaniałymi zdjęciami Michała Dymka przedstawiającymi piękno Toskanii.

Krystyna Janda gra Marię Linde, dojrzałą kobietę, którą obserwujemy w różnych rolach rodzinnych: jest żoną, matką, babcią, ale i w rolach społecznych: jest wybitną poetką, gwiazdą lokalnej społeczności, laureatką literackiej Nagrody Nobla. Ludzie widzą w niej autorytet moralny, którym się nie czuje. Prowokacyjnie próbuje łamać stereotyp nobliwej, wiernej, opanowanej damy.

Po pierwsze – wdaje się w romans z dużo młodszym od niej imigrantem. Czym może trochę niszczy, a może właśnie budzi z uśpienia swą relację z mężem.
Po drugie – wydaje się czasem młodsza od swej córki, a już na pewno łatwiej dogaduje się ze zbuntowaną wnuczką, znajdując z nią wspólny język i muzykę.
Po trzecie – i to zdarzenie najsilniej rezonuje w filmie – wygłasza odczyt, którym przekroczy granice akceptowane w toskańskim miasteczku. Bardzo konsekwentnie rujnuje swą pozycję autorytetu. I zmusza do myślenia, czym jest wolność wypowiedzi i czym są oczekiwania wobec osób obdarzonych szczególnym społecznym szacunkiem.

Niewątpliwie jest centralną, najbardziej intrygującą postacią tej opowieści, brawurowo wykreowaną, więc nic dziwnego, że Janda odebrała na festiwalu w Sundance nagrodę dla najlepszej aktorki.

Oprócz Marii Linde ważna jest wspólnota miasteczka. Łatwo w nią uwierzyć, ale nie jest stabilna. Film zwraca uwagę na sytuację imigrantów, szukających we Włoszech godnego i spokojnego życia. Akceptacja i włączenie łatwo może zmienić się w zawiść i wykluczenie. Wystarczy pretekst, by obudziły się urazy wśród rodowitych mieszkańców. A kryzysowe sytuacje sprzyjają szukaniu „obcych”. Nigdy nie wiadomo, kiedy równość zmieni się w bycie obywatelem drugiej kategorii.

Uważam, że warto obejrzeć ten film, ponieważ konfrontuje nas z problemami współczesnego świata. Zmusza do przemyśleń na temat imigracji, konsumpcyjnego stylu życia, budowania relacji z naszymi bliskimi czy zbyt łatwego posługiwania się stereotypami.


Film miał premierę w maju, wyszedł już na dvd. Poniżej treść kontrowersyjnego przemówienia noblistki wygłoszonego dzień po ataku terrorystycznym.

PRZEMÓWIENIE MARII LINDE

„Czy jestem już martwa?
Czy mam jeszcze wpływ na świat, który mnie otacza?

Oto pytanie artystki, której uznanie – mam nadzieję, nie odebrało ostrości widzenia. Jestem Żydówką. Urodziłam się w 1955 r. w Warszawie, w komunistycznej Polsce. Jako dziecko dwojga ocaleńców z Holocaustu. Ogłoszenie stanu wojennego w Polsce zastało mnie tutaj, w Toskanii i tu już pozostałam. Tu poznałam mojego męża. Pokochałam Europę, chociaż to przecież Europa wynalazła wszystko to, co konieczne było do wymordowania wszystkich moich krewnych. Kocham ją z wszystkimi jej grzechami. Kocham…, bo jest ojczyzną rozumu i wolności. Nic lepszego niż Europa nie przydarzyło się światu.

Wczoraj w Rzymie, w samym centrum naszej cywilizacji, wydarzyła się tragedia. Trudno sobie wyobrazić silniej oddziałujące dzieło sztuki. My, pisarze, twórcy, jesteśmy niczym wobec tej siły destrukcji. Oto dar zamachowca dla innych. Śmierć.

Jaki jest w takim razie nasz dar, skoro tak bardzo chcemy się odróżnić od terrorystów? Nasz dar to obozy dla uchodźców, finansowane przez rząd, zarządzane przez mafię. Nasz dar to procedury europejskie, które wiążą ręce, biurokracja, która spowalnia działanie, fałszywe wiadomości, fasadowa tolerancja, nawet tutaj, w wielokulturowej społeczności.
Być może taka Europa zasługuje na upadek pod ciężarem własnej niemocy. Im więcej hipokryta wydaje na pomoc humanitarną, tym spokojniej może spać.

Przestałam wierzyć, że słowa coś znaczą. Być może prawdziwą myśl wyraża się dzisiaj inaczej, aktem nieposłuszeństwa. Może to dobry moment, by powiedzieć, że nie chcę już Nagrody Nobla, pragnę ją oddać Szwedzkiej Akademii. To wyróżnienie nie ma już dla mnie żadnej wartości”.

Krystyna Janda jako Maria Linde, zbuntowana noblistka (zdobywczyni nagrody dla najlepszej aktorki na festiwalu w Sundance 2019) i Kasia Smutniak
Kasia Smutniak (Anna, córka Marii Linde)

Dodaj komentarz